„Co ja do cholery wyprawiam! I czemu aż tak na niego reaguję? To jest głupie. Muszę się ogarnąć”. Skarciła się w myślach, po czym weszła do pomieszczenia. Podczas kserowania postanowiła przeczytać plan wycieczki i wymyślić sposób na przekonanie rodziców, by zgodzili się na jej wyjazd.
„O, wychodzi na to, że cała wycieczka jest w czasie, w którym byłabym normalnie na zajęciach…” analizowała każdy szczegół wyjazdu, by mieć jak najwięcej argumentów. Po chwili wszystkie egzemplarze, które miała przygotować były gotowe, więc spakowała wszystko do plecaka i wyszła z biblioteki.
- Proszę, proszę! Kogo my tu mamy.
Rozalia usłyszała znajomy głos i poczuła silne pchnięcie w tył. Straciła równowagę i upadła, jednak szybko odwróciła się do swojej prześladowczymi. Szybko tego pożałowała. W jednej chwili poczuła jak strumień wody spływa z jej włosów po twarzy w akompaniamencie śmiechu szóstki dziewczyn.
- Pogrzało cię, czy jak?
Do uszu Rozalii dotarł głos, którego nie chciała teraz usłyszeć. Dziewczyna nie chciała, żeby chłopak widział ją w takim stanie.
- A ty to kto? Rycerz naszej księżniczki?
Żaneta zaśmiała się, po czym zawtórował jej rechot pozostałych.
- A nawet jeśli to co ci do tego? Przynajmniej należę do normalnych ludzi, którzy wody z butelki używają do picia, a nie do polewania innych osób.
Widać było, że słowa chłopaka zbiły blondynkę z pantałyku. Niezadowolona prychnęła po chwili, po czym minęła jego i Rozalię bez słowa. Nienawidziła sytuacji, gdy brakowało jej riposty, więc wolała nic nie mówić. Reszta jej paczki nieco zdziwiona podążyła jak zwykle za nią.
- W porządku?
Spytał Łukasz wyciągając rękę do czarnowłosej.
- Bywało lepiej.
Odpowiedziała przyjmując pomoc i podnosząc się do pionu.
- To… Ja pójdę się ogarnąć.
Powiedziała szybko biegnąc do łazienki gdzie zaczęła osuszać włosy papierowymi ręcznikami. Nie za bardzo jej to wychodziło, dlatego po kilku minutach poddała się i wyszła z pomieszczenia. Zmieszanie, które wcześniej odczuwała w towarzystwie Łukasza dziwnie minęło, więc teraz szła w jego stronę z podniesioną głową.
- Ładnie ci w mokrych włosach.
- Daj spokój. Wyglądam okropnie.
- Kwestia gustu.
- I urody.
Dziewczynę zdziwiło to, że potrafiła z nim normalnie rozmawiać, chociaż jeszcze chwilę wcześniej chciała zapaść się pod ziemię. Zastanawiała się też, dlaczego Łukasz zachowuje się inaczej niż poprzedniego dnia. Tym razem nadal był dziwnie miły w stosunku do niej, ale nie odczuwała z jego strony tego chłodu, który dostrzegła wcześniej.
- Tej akurat ci nie brakuje.
Nie chciała rozmawiać o swoim wyglądzie, więc szukała innego tematu. Podczas gdy ich kroki zmierzały w stronę szkolnej szatni, Rozalia zaczęła szukać kartek, które wcześniej kserowała. Gdy je znalazła, jedną z nich wręczyła chłopakowi.
- Proszę. Jako dyżurny masz przywilej otrzymać to jako pierwszy.
Brunet zrozumiał, że wcześniejszego tematu lepiej nie ciągnąć i bez słowa odebrał kartkę. W ciszy dotarli do celu i zaczęli się ubierać.
- Masz czapkę?
Do uszu dziewczyny dotarło pytanie, gdy już mieli iść do wyjścia.
- Nie, nie mam. Rano było ciepło, więc jej nie wzięłam.
- W takim razie nie ma mowy, że cię puszczę z mokrą głową na zewnątrz. Przeziębisz się.
To powiedziawszy założył jej na głowę swoją czapkę wprawiając Rozalię w osłupienie.
- Co ty robisz?
- Dbam o twoje zdrowie.
- Normalni ludzie nie zakładają swoich czapek kolegom z klasy.
- W takim razie nie jestem normalny.
- Właśnie zaprzeczyłeś temu co powiedziałeś Żanecie.
- Żanecie? Aaa tej… Ona tak zawsze?
Dziewczyna wyczuwając zmianę tematu chciała oddać czapkę właścicielowi, ten jednak powstrzymał ją i uśmiechnął się. Brunetka zrezygnowana poddała się i wyszła z budynku. Łukasz poszedł w jej ślady.
- Nie zawsze, ale dość często. Od pierwszej klasy mnie dręczy przez mój wygląd. Gdyby nie była obstawiona tym swoim wianuszkiem to by mi się udało jakoś tego wszystkiego unikać, ale niestety przewyższają mnie ilością.
- Dręczą cię przez to jak wyglądasz? Niby dlaczego?
- Mam długie czarne włosy i trupiobladą twarz, do tego ubieram się dość... nudno, bo większość kolorów do mnie nie pasuje. Od samego początku została mi przyklejona łatka gotyckiej dziewczyny. Na początku chciałam coś z tym robić, ale włosy rosną mi strasznie szybko, więc nie opłaca mi się ich farbować, a w ubrania o kolorach, których nie lubię nie będę się ubierać. Dałam sobie z tym spokój i teraz nie mam zamiaru dostosowywać się, bo komuś się coś we mnie nie podoba.
Chłopak otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć jednak szybko je zamknął i odwrócił głowę od swojej towarzyszki. Dziewczyna z kolei spojrzała na niego.
- A tak właściwie to jak było z tobą? No bo... jakby nie patrzeć, jesteśmy do siebie trochę podobni.
Łukasz spojrzał na Rozalię trochę zaskoczony, jednak po zastanowieniu zaczął mówić.
- Ja nie miałem tego rodzaju problemów. Ze mną było raczej na odwrót. Przez to, że wyróżniałem się z tłumu, dużo ludzi do mnie lgnęło, co było dla mnie dość męczące. Zwłaszcza jeśli chodzi o żeńską część tego zgromadzenia.
Brunet prychnął cicho, po czym kontynuował. dziewczyna zauważyła, że ton jego głosu zmienił się. Znów mówił w ten dziwny, chłodny sposób.
- Raz nawet dla świętego spokoju umówiłem się z koleżanką, ale to nie spodobało się mojej mamie, więc z mojego planu nic nie wyszło. Zresztą nie mogłem się niczego innego spodziewać skoro moi rodzice byli dość dziwni. W domu przeważnie czułem się jak w więzieniu.
- Byli...?
Dziewczyna dopiero po chwili zorientowała się, że się wtrąciła, gdy po jej pytaniu nastała cisza. Jednak Łukasz kontynuował.
- Tak, byli. Rok temu oboje mieli wypadek samochodowy. Zginęli na miejscu... a przynajmniej tak mi powiedziano. Jak dla mnie całe zdarzenie nie było normalnym wypadkiem. Moja ciotka, siostra mojej mamy, sfiksowała po tym wszystkim. Potem się okazało, że skoro jest moją najbliższą rodziną to powinna mnie adoptować. I tak zrobiła. A ja trafiłem do jeszcze większego więzienia.
- Przykro mi... z powodu twoich rodziców.
Dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć w takiej sytuacji. Na dobrą sprawę nigdy nie rozmawiała na osobiste tematy z nikim poza rodzicami i nie miała pojęcia co mogłaby powiedzieć. Postanowiła nie drążyć tematu, więc ponownie szli w ciszy, którą chłopak przerwał po jakimś czasie.
- Przepraszam cię.
- Hę? Mnie? Za co?
Dziewczyna kompletnie zdezorientowana przystanęła i spojrzała na swojego rozmówcę, który zrobił to samo.
- To ja powinnam przeprosić za to, że się wtrącam w nie swoje sprawy...
- Nie... Dziękuje za to, że mnie wysłuchałaś. Mogłem nareszcie wyrzucić to z siebie. A przeprosić chciałem za moje zachowanie. Można powiedzieć, że... nie ufam ludziom. Od tamtego wypadku dzieją się wokół mnie dziwne rzeczy... Ale ty o dziwo jesteś... inna. Z łatwością mogę ci mówić o sobie. A ja traktowałem cię oschle. Przyzwyczaiłem się do unikania ludzi i czasem... zdarza mi się zachowywać inaczej wobec osób, które próbują się do mnie zbliżyć. Ale ciebie nie chcę traktować w taki sposób, dlatego przepraszam.
Rozalia patrzyła mu w oczy, przez chwilę nie rozumiejąc o co chodzi. Kiedy wreszcie zrozumiała, uśmiechnęła się do niego życzliwie.
- Nie masz za co przepraszać. Jesteś dla mnie milszy niż wszyscy dookoła, więc nawet nic nie zauważyłam.
Skłamała, nadal patrząc mu w oczy. Wystarczyło jej, że sama już nie musi się przejmować, że coś jest nie w porządku. Nie chciała by on sam siebie zadręczał taką błahostką. W nagrodę dostała od niego piękny uśmiech, który przyprawił ją o szybsze bicie serca. Uświadomiła sobie jak blisko siebie się znajdują. Natychmiast opuściła głowę i ruszyła w stronę domu. Chłopak nie zauważył tej zmiany i dołączył do niej. Brunetka spojrzała na zegarek.
- O kurcze! Już tak późno?
Lekko spanikowana zdjęła czapkę wciskając ją w rękę chłopaka i zaczęła biec w stronę domu.
- Wybacz, ale muszę lecieć! Dziękuję za czapkę!
Krzyknęła odwracając się w jego stronę, po czym pędem pobiegła do domu, do którego miała już tylko kawałek. Zaskoczony chłopak przez jakiś czas stał w miejscu, po czym zaśmiał się kręcąc głową. Swoje kroki skierował w stronę swojego mieszkania mocno trzymając czapkę w ręku.
***
- Gdzie tak długo byłaś? Martwiłam się! Coś się stało?
Dziewczyna już na powitanie została zalana pytaniami. Spodziewała się tego, więc uspokajając oddech spokojnie zaczęła relacjonować dzień zdejmując buty i kurtkę. Pominęła jednak dużo rzeczy. Pytania matki zaczęły powoli irytować dziewczynę.
- Ach, jesteś dyżurną. No dobrze... I tak sama musisz się wszystkim zajmować?
- Nie, jest jeszcze druga osoba.
- Kto taki?
Rozalia spojrzała na matkę już nieźle wkurzona.
- Nieważne. Mamo nie musisz wiedzieć wszystkiego. Niedługo skończę 18 lat, a ty nadal traktujesz mnie jak małe dziecko!
- Po prostu chcę wiedzieć, czy wszystko jest w porządku.
- Tak mamo, wszystko jest w porządku. Jest i zawsze było. A ja nie będę ci się już spowiadać z każdego aspektu mojego życia. Mam dość. Skoro ty mi nic nie mówisz to i ja nie będę.
Brunetka wyszła z przedpokoju i skierowała się po schodach do swojego pokoju. "O wycieczce też ci nic nie powiem. I tak byś mnie nie puściła. Chyba wiem o jakie więzienie chodziło Łukaszowi" myślała. Otworzyła drzwi do swojego pokoju. Przywitał ją silny wiatr pochodzący z otwartego na oścież okna. Dziewczyna już miała krzyknąć na matkę czemu ta je otworzyła, jednak głos zamarł jej w gardle. Upuściła plecak na podłogę i zamknęła za sobą drzwi. Wpatrywała się w ciemny przedmiot położony na jej łóżku. Powoli podeszła do okna i zamknęła je po czym ponownie spojrzała na swoje posłanie. Zdenerwowana zaczęła mówić do siebie patrząc się na zabawkę. "Co ty tu do cholery robisz? Przecież cię schowałam do tej cholernej skrzyni! Sam wylazłeś czy co?"
Rozalia wiedziała, że jej rodzice nie mają pojęcia o tym, że dziewczyna jeszcze ma tego misia. Wiedziała też, że nikt oprócz nich nie wiedział o jego istnieniu. No chyba, że osoba, która jej go dała, ale ta z kolei nie wiedziałaby gdzie dziewczyna go schowała. Przerażona brunetka bezskutecznie próbowała znaleźć wytłumaczenie. Nie mogąc dojść do żadnej konkluzji postanowiła sprawdzić, czy po prostu sobie tego nie przywidziała. Nie chcąc dotykać zabawki wyciągnęła wieszak z szafki i traciła nim pluszaka tym samym go odwracając. Po upewnieniu się, że ma do czynienia z prawdziwym przedmiotem zrezygnowana i przestraszona przykryła misia pościelą. Nie chciała na niego patrzeć, bo miała wrażenie, że on ją obserwuje. Zawołana przez matkę na obiad westchnęła z ulgą i wyszła z pokoju.
***
- Co się stało kochanie? Wyglądasz dość mizernie. Nawet się nie przebrałaś po szkole... i nie wysuszyłaś włosów. Przeziębisz się.
- Nic mi nie jest mamo. Jestem po prostu zmęczona. A włosy same mi zaraz wyschną. Zresztą przecież nigdy nie byłam chora, więc nie masz się czym przejmować mamo.
Rozalia nie miała ochoty na dalszą rozmowę. Szybko zjadła zawartość swojego talerza i wyszła z pomieszczenia. Nie chcąc wracać do swojego pokoju skierowała swoje kroki do niewielkiego salonu i usiadła na kanapie przed telewizorem. Włączyła jakąś komedię i starała się skupić na niej swoją uwagę. Gdy nadszedł wieczór do domu wrócił ojciec dziewczyny, na co ta nie zwróciła nawet uwagi. Powoli zaczynała się robić senna. Po jakimś czasie poczuła czyjąś rękę na ramieniu. Przestraszona szybko się odwróciła jednak widząc twarz ojca szybko się uspokoiła.
- Już jedenasta kochanie. Idź spać bo jutro musisz iść do szkoły.
Brunetka wstała z kanapy i niechętnie zaczęła wspinać się po schodach. Docierając do drzwi swojego pokoju słyszała, że jej rodzice zaczynają po cichu ze sobą rozmawiać, była jednak zbyt zmęczona, by się tym zainteresować. Nacisnęła klamkę i weszła do pomieszczenia swój wzrok od razu kierując na swoje łóżko. Miś jak gdyby nigdy nic siedział na posłaniu patrząc się prosto na nią. Dziewczyna mając dosyć ciągłego napięcia rzuciła w niego pierwszą lepszą rzeczą, którą napotkała jej ręka, przez co zabawka przewróciła się. Rozalia usiadła przy drzwiach w kącie pokoju i zwinęła się w kłębek. Schowała głowę w ramionach i starając się nie myśleć o strasznej zabawce zaczęła rozmyślać o Łukaszu. Po dłuższej chwili zasnęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz