czwartek, 12 kwietnia 2018

Dom

          Mimo moich obaw nie zostałem ukradkiem po nocy wyrzucony do śmietnika. Powodem tego mógł być co prawda fakt, że Milena zabierała mnie ze sobą wszędzie gdzie tylko mogła. I zawsze mówiła do mnie tylko jak była pewna, że nikt jej nie słyszy. Oczywiście to rozumiałem. Osoba, która mówi do misia mogłaby być źle odebrana przez osoby postronne, zwłaszcza jeśli dopiero zaczyna życie towarzyskie.

          Minęło kilka tygodni odkąd zagościłem w nowym miejscu, ale nadal nie czułem się w nim dobrze. Dziewczynka pokazywała mi wręcz każdy kąt domostwa, z każdym wiążąc jakieś wspomnienie, a jednak ja nie umiałem się z tego cieszyć. Na dodatek za każdym razem gdy zostawałem zabierany na posiłki towarzyszyło mi nieprzyjemne uczucie bycia obserwowanym. Zastanawiałem się dlaczego owy Jacek tak się mną przejmuje. Nawet jeśli byłem dla niego dziwny to nie powinien myśleć przecież, że nagle ożyję. Chyba, że wiedział więcej niż się domyślałem.

          Po kilku miesiącach usłyszałem rozmowę telefoniczną, gdy zostałem chwilowo zostawiony na korytarzu. Dowiedziałem się, że mężczyzna ma w planach pokazać reszcie rodziny niespodziankę. Wiedziałem, że prawdopodobnie będzie to mój poprzedni dom. Pamiętałem rozmowę, którą odbył z innymi ludźmi zanim mnie stamtąd zabrano. Z jednej strony ucieszyłem się, z drugiej jednak było mi smutno. To już nie będzie ten sam dom. Na pewno został zmieniony według upodobania… I przecież nie będzie w nim Anity. Poczułem się przybity. Tęskniłem za nią.

„Hubert… Powiedz mi… Czy ja jestem fajna?”

          Nieoczekiwane pytanie wyrwało mnie z zamyślenia. Dlaczego spytała o coś takiego? Było mi głupio, że nie słuchałem wszystkiego co mówiła.

„Bo wiesz… ostatnio niektóre osoby z klasy dziwnie się przy mnie zachowują. Myślisz, że przestali mnie lubić?”

          Byłem szczerze zdziwiony. Zastanawiałem się co się mogło stać, że jej poczucie własnej wartości tak spadło. Patrzyłem na nią swoimi plastikowymi oczami starając się wyczytać z jej twarzy cokolwiek, oczywiście bezskutecznie. Jedyne co wiedziałem to to, że była smutna. Widziałem, że ostatnio miała gorszy humor niż zwykle, ale nie przykładałem do tego większej wagi. A powinienem był… Chociaż z drugiej strony przecież nic by to nie zmieniło.

„Czasami zapominam, że nie możesz mówić, przepraszam.”

          Zachowywała się nadzwyczaj dziwnie. Tym bardziej, że zostawiła mnie samego w pokoju co przez ten cały czas nigdy jej się nie zdarzało. Doszedłem do wniosku, że prawdopodobnie trochę zaczyna jej brakować prawdziwego przyjaciela, z którym mogłaby naprawdę porozmawiać. Po kilku minutach wróciła w trochę lepszym humorze.

„Tata mówi, że ma dla mamy i dla mnie niespodziankę i że mamy gdzieś jechać, więc jedziesz z nami.”

          Uśmiechnęła się delikatnie podnosząc mnie z łóżka, po czym skierowała się do wyjścia. Gdy byliśmy na dole zauważyłem spojrzenie Jacka, który tylko pokręcił głową i poszedł w stronę samochodu. Matka dziewczynki uśmiechnęła się widząc mnie i zaczęła sprawdzać czy Milena ciepło się ubiera. Mimo początku kwietnia nadal było zimno. Gdy najmłodsza była już ubrana, pobiegła do samochodu słysząc wołanie ojca. Kobieta została jeszcze chwilę żeby samą siebie ubrać.

„Kasiu chodź już! Nie musisz się tak przygotowywać, bo zawsze pięknie wyglądasz!”

          Jacek wołał w stronę domu, gdy po dłuższej chwili kobieta nadal nie wychodziła. Milena słysząc to cicho się zaśmiała i usadowiła się wygodniej w fotelu. Po chwili zza drzwi domu wyszła oczekiwana osoba z uśmiechem na twarzy. Zamknęła drzwi na klucz i podeszła do samochodu.

„Musiałam pójść na górę po jakieś obcasy, bo jak na złość podeszwa od buta mi się odkleiła.”
„Oj to niedobrze. W takim razie będę musiał bardzo uważać żebyś mi się nie przewróciła.”
„Przewróciła? Dlaczego?”
„A to zobaczysz jak dojedziemy.”

          Po tych słowach mężczyzna odpalił auto i zaczął się kierować w stronę celu.


***

„Łaaaa! Jak tu ładnie!”

          Dziewczynka krzyknęła wybiegając z samochodu, nadal kurczowo trzymając mnie w rękach. Poznałem okolicę, która nas otaczała i znowu poczułem smutek.

„Kochanie co to za miejsce?”
„To jest miejsce, które prowadzi do waszej niespodzianki. Niestety trzeba do niej dojść na piechotę.”
„I dlatego zwróciłeś uwagę na moje buty… Fakt będzie trochę ciężko.”

          Kobieta uśmiechnęła się i pokazała ręką, że mężczyzna ma prowadzić na miejsce. Milena szła obok ojca, ale po chwili zwolniła by pomóc mamie wspinać się po dość nierównym zboczu. Dojście do domu nie było łatwe nawet w zwykłych butach, a kobieta była skazana na obcasy, więc było jej jeszcze trudniej. Anita specjalnie wybrała miejsce, do którego ciężko było się dostać by mieć jak najmniej nieproszonych gości. Zacząłem się zastanawiać jak Jacek w ogóle dowiedział się, że ten dom tu stoi.

„No i jesteśmy.”

          Głos mężczyzny wyrwał mnie z zamyślenia. Staliśmy przed moim domem. Byłem w szoku. Prawie nic nie zostało zmienione w wyglądzie oprócz drobnych korekt i napraw w drewnianych ścianach i dachu. Wokół budynku zostały wycięte niepotrzebne krzaki i drzewa, które mogłyby stanowić zagrożenie. Poza tym wszystko było takie jakie zapamiętałem.

„Jacek, o co tu chodzi?”
„Wejdźmy najpierw do środka i wszystko opowiem.”
„Okeej..”

          Kasia z lekką konsternacją skierowała się w stronę drzwi wejściowych. Milena była bardziej śmiała i jako pierwsza przekroczyła próg drzwi.

„Jak tu pięknie!”

          Zawołała radośnie, a ja nie mogłem uwierzyć własnym plastikowym oczom. Było widać, że pomieszczenia były remontowane, jednak każde z nich przypominało złudnie te, które przez tyle lat były moim domem. Jacek wszystko wizualnie zostawił takie jakie było. Mimo, że prawie wszystko wymienił. Podłoga nie skrzypiała i nie zapadała się. Sufit także wyglądał na nowy. Widać było także, że meble są odrestaurowane, ale wszystkie były na swoich dawnych miejscach. Widząc to wszystko miałem tylko jedno pytanie. Dlaczego?

„No i jak podoba się?”
„Tu jest cudownie… Ale o co tu chodzi. Nic mi nie mówiłeś, że zamierzasz kupić dom… Poza tym trochę słaba okolica żeby tu zamieszkać. Wszędzie daleko…”
„Aaa nie, spokojnie. Nie mam zamiaru nas nigdzie przeprowadzać. Pomyślałem tylko, że przydałoby nam się miejsce, w którym moglibyśmy odpocząć latem. Milenka zawsze lubiła tego typu okolice, więc myślę, że będzie lubiła przyjeżdżać tu na wakacje. Co sądzisz skarbie? Podoba ci się?”
„Taaak! Bardzo! Naprawdę będziemy tu mieszkać w wakacje?”
„Kupiłem ten domek, więc jest do naszej dyspozycji kiedy będziemy chcieli.”
„No dobrze, ale skąd w ogóle ten pomysł. I jak znalazłeś to miejsce. Żadna droga tu nawet nie prowadzi z tego co zauważyłam.”
„I to jest najlepsze…”

          Mężczyzna zaczął wyjaśniać kobiecie cały rozwój wydarzeń sprzed kilku miesięcy. Kiedy dowiedział się, że ich córka w końcu wyzdrowiała postanowił dać jej prezent, który mógłby to uczcić. Nie mógł żadnej odpowiedniej rzeczy znaleźć, więc zaczął zasięgać rady u znajomych i rodziny. To także nie przynosiło rezultatu. Jednak pewnego dnia będąc w odwiedzinach u dalszego wujka dowiedział się o tym domku. Podobno należał kiedyś do jego dawnej krewnej, ale całej historii nie znał, bo owa kobieta nie utrzymywała z nikim kontaktu. Mężczyzna wspomniał też, że to właśnie tu mnie znaleziono.

„Naprawdę? Jak fajnie! Czyli Hubert wrócił do domu!”

          Dziewczynka z radością podniosła mnie do góry, po czym mocno przytuliła.

„Cieszę się.”

          Dwójka dorosłych spojrzała pytająco na córkę.

„Hubert zawsze wygląda tak smutno. Wiem, że jest stary, ale cieszę się, że go nie wyrzuciłeś tato.”

          Mężczyzna opuścił głowę lekko zakłopotany.

„Poza tym to znaczy, że należał kiedyś do jakiejś mojej cioci albo babci, która go bardzo kochała. Inaczej nie dałaby mu serduszka.”

          Milena uśmiechnęła się jeszcze bardziej po czym  odwróciła się i zaczęła chodzić po domu. Tym razem mówiła do mnie otwarcie mimo, że rodzice ją słyszeli. Dziewczynka zdawała się tym nie przejmować. Po jakimś czasie jednak została zawołana z powrotem do głównego salonu.

„Kochanie musimy się powoli zbierać.”
„Co? Czemu? Myślałam, że trochę dłużej tu zostaniemy”
„Pogoda się psuje i możliwe, że będzie padać, a tu nie ma za bardzo drogi dostępu żeby mama mogła spokojnie przejść w razie gdyby spadł deszcz.”

          Milena spojrzała na obcasy matki, po czym rozejrzała się dookoła. Ścisnęła mnie trochę mocniej i zaczęła się kierować w stronę wyjścia.

„Wrócimy tu szybko?”
„Na tyle szybko na ile uda mi się wszystko dokończyć.”
„W sensie z drogą?”
„W sensie z drogą.”

          Dziewczynka westchnęła i wyszła z domu kierując się w stronę samochodu.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz