wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 6

    Drzwi wejściowe wydały z siebie charakterystyczny odgłos zamknięcia, gdy dziewczyny przeszły przez próg. Dźwięk ten dał znać gospodyni, że ktoś wszedł do mieszkania, więc kobieta ruszyła w stronę drzwi.
    - To ty Rozalio?
    Kobieta zdziwiła się ogromnie widząc, że jej córka tym razem nie przyszła sama. Tego typu sytuacja nigdy wcześniej się nie zdarzyła.
    - A ta młoda dama to kto?
    - Dzień dobry. Nazywam się Jowita Kosecka. Chodzę z Rozalią do tej samej klasy.
    Blondynka energicznie skłoniła głowę na powitanie i uśmiechnęła się życzliwie.
    - To niespodziewane... Proszę wejdź.
    Po ściągnięciu wierzchniego okrycia obie dziewczyny weszły do salonu. Rozalia postanowiła poszukać w kuchni czegoś do poczęstowania koleżanki i zostawiła na chwilę Jowitę w pokoju. Przeszukując kuchenne szafki słuchała co jej matka ma do powiedzenia.
    - Jowita, tak?
    - Tak, proszę pani.
    - Co cię do nas sprowadza, Jowito.
    Rozalia westchnęła. Wiedziała, że jej matka nie spocznie póki nie dowie się tego czego będzie chciała i zawsze pyta prosto z mostu. Nie chciała zostawiać koleżanki z tym problemem, lecz wiedziała, że nic na to nie poradzi.
    - Nic takiego. Dziś w moim domu jest strasznie tłoczno i w sumie tak będzie raczej aż do wieczora. Wolałam tego uniknąć, więc poprosiłam Rozę żeby mnie na trochę przechowała u siebie. Poza tym chciałam trochę dłużej z nią pogadać. A czemu pani pyta? Będę w czymś przeszkadzała?
    - Nie, nie... Tak zapytałam. To niespotykane, że moja córka przyprowadza kogoś do domu.
    Rozalia po znalezieniu jakichś przekąsek i napoju zaniosła wszystko do salonu gdzie odbywała się rozmowa.
    - Tak, Rozalia jest bardzo spokojną osobą i nie wybija się z tłumu. Jednak właśnie za to ją lubię.
    - Mówiłaś, że chodzicie razem do klasy, ale cię nie kojarzę. Przeniosłaś się?
    Po tym pytaniu Jowita spojrzała na kobietę i dostrzegła w jej twarzy coś dziwnego. Blondynka zrozumiała wcześniejszą prośbę Rozalii. Zrozumiała również, że matka jej koleżanki czegoś się boi.
    - Nie. Jesteśmy w tej samej klasie już od roku, ale wcześniej... nie było jakoś okazji żeby się lepiej poznać.
    Jowita przypomniała sobie rozmowę, którą odbyła z Rozalią rano. Czuła się głupio, dlatego opuściła lekko głowę. Brunetka również pamiętała poranną sytuację, więc postanowiła pomóc koleżance i zakończyć przesłuchanie.
    - Mamo, idę z Jowitą do mojego pokoju.
    - Ale...
    - Mogłabyś odpuścić chociaż moim znajomym, co?
    Ton głosu nastolatki skrywał w sobie zdenerwowanie. Jowita trochę zdziwiona, lecz z ulgą podążyła schodami do pokoju koleżanki. Jako, że Rozalia miała zajęte ręce tacą z przekąskami to blondynka otworzyła drzwi do pomieszczenia. Puściła brunetkę przodem po czym poszła w jej ślady.
    - Rozgość się.. chociaż dużego wyboru nie masz.
    Rozalia postawiła tacę na stoliku nocnym stojącym obok łóżka, a sama stanęła obok drzwi. Nie wiedziała jak ma się zachować, gdy ktoś rozgląda się po jej pokoju. Cieszyła się, że nie wydarzyło się nic niespodziewanego, jak to się stało poprzedniego dnia.
    - Ładnie tu masz. Trochę pusto, ale ładnie. Podoba mi się taki kolor ścian. Bardzo lubię fiolet, a ten odcień jest śliczny. I masz takie duże łóżko. Ja muszę się cisnąć na piętrowym z moją młodszą siostrą.
    - Masz młodszą siostrę?
    - Mhm. Chodzi teraz do drugiej klasy gimnazjum. Strasznie rozkapryszona jest, aż czasem się dziwię, że jesteśmy rodzeństwem. Wolałabym czasem mieć od niej spokój.
    - A ja bym chciała mieć rodzeństwo. Jak sama widzisz mam strasznie nudny pokój... zresztą cały dom taki jest.
    - Czy ja wiem? U mnie to jest tyle wszystkiego na półkach, że jedna rzecz stoi na drugiej, a wszystko poupychane jest po kątach. A ty tu masz zaledwie kilka rzeczy... przynajmniej nie męczysz się zbytnio przy sprzątaniu.
    Jowita chodziła po pokoju rozglądając się za czymś, co mogłoby powiedzieć coś więcej o koleżance, jednak miała z tym niemały problem. W pomieszczeniu było niewiele rzeczy. Biurko stojące przy ścianie z niewielką lampką, duże łóżko z szafką nocną obok, na której stał budzik i kilka książek oraz postawiona przez właścicielkę pomieszczenia taca. Nad łóżkiem znajdowała się niewielka szafka ze zdjęciami, na których Rozalia była małym dzieckiem, bądź zwykłe zdjęcie z rodzicami. Naprzeciwko dużego okna stała dość obszerna szafa, ciemnobrązowa, tak jak pozostałe meble w pokoju. Uwagę blondynki przykuła skrzynia stojąca w rogu.
    - O, a co to?
    - Takie moje... skarby z dzieciństwa... i nie tylko.
    - Mogę zobaczyć?
    Na twarzy Jowity pojawił się ogromny uśmiech, a jej wzrok wyrażał podekscytowanie. Właśnie coś takiego chciała znaleźć.
    - Czy ja wiem... nic specjalnego w środku nie ma.
    - Na pewno jest! Jejku, ja w sumie chciałabym mieć coś takiego, ale nigdy nie wpadło mi do głowy żeby stworzyć sobie jakieś specjalne miejsce na pamiątki.
    - No dobra możesz sobie popatrzeć... ale może najpierw coś zjemy?
    Rozalia nie była pewna, czy pokazanie wszystkich rzeczy ze skrzyni osobie, którą tak właściwie ledwo poznała, jest dobrym pomysłem. Nie miała jednak pomysłu co innego mogłyby robić. Była na straconej pozycji.
    - Ooo! Niesamowite!
    Słowa koleżanki oderwały nastolatkę od rozmyślań. Brunetka była zmuszona przyjrzeć się Jowicie, która zdążyła otworzyć na oścież okno i wpatrywała się z zachwytem w krajobraz malujący się za nim.
    - Jak pięknie to wygląda. Nie miałam pojęcia, że tu jest granica miasta. I że jest tak wysoko!
    Oczy blondynki pochłaniały niesamowity widok, o który trudno poza wioskami. Budynek, w którym mieszkała Rozalia mieścił się na obrzeżach miasta, a okno pokoju dziewczyny usytuowane było nad krawędzią swego rodzaju zbocza. Kilkadziesiąt metrów od podstawy stromego wzgórza rozciągał się las. Niebo ponad drzewami zaczynało się ściemniać, dając tym samym do zrozumienia, że zaczyna się robić późno.
    - Wspaniały widok.
    - Tak... a za chwilę nalecą komary.
    - Aha, to już zamykam.
    Jowita uśmiechając się wykonała czynność po czym usiadła obok brunetki na łóżku i zaczęła się częstować. Po jakimś czasie zajęła się przeglądaniem skarbów koleżanki przy okazji słuchając, co w każdym przedmiocie jest wyjątkowego. Gdy blondynka nie miała już czego wyciągać zaczęła układać wszystko z powrotem. Rozalia poczuła ulgę, że nie trafiły na przeklętego misia. Z drugiej strony fakt, że nie wiedziała gdzie się podział napawał ją strachem. By nie myśleć o nieprzyjemnych rzeczach brunetka wciągnęła się w rozmowę z Jowitą.
    - Ej, Roza... Podoba ci się Łukasz, prawda?
    Nagła zmiana tematu zaskoczyła Rozalię. Na dodatek temat, który wybrała jej rozmówczyni nie był dla dziewczyny zbyt wygodny.
    - A czemu pytasz?
    - Bo coś mi się wydaje, że ty jemu wpadłaś w oko.
    Serce czarnowłosej zaczęło bić szybciej, na co właścicielka owego mięśnia skarciła samą siebie w myślach. "Nie ekscytuj się tak. Nie ma czym".
    - Nie przesadzajmy. Kto by zwrócił uwagę na kogoś takiego jak ja.
    - Daj spokój! Jesteś naprawdę ładna, a do tego bardzo dobrze się dogadujecie.
    - Co nie zmienia faktu, że jestem dla niego tylko znajomą z klasy.
    - A skąd wiesz? Pytałaś go?
    - Nie...
    - No widzisz. A ja ci mówię! Lgniecie do siebie jak ćmy do światła, ale żadne z was sobie nie zdaje z tego sprawy i tak krążycie i nic nie robicie.
    - A ty skąd niby wiesz?
    - Bo to widać. A ja mam oko do tego typu spraw. Jeśli chcesz mogę wam pomóc. Mniej więcej znam waszą sytuację, więc mogę spróbować umożliwiać wam spotkania, czy coś w tym stylu...
    - A czemu chcesz pomóc?
    Dla brunetki dziwnym było takie zaangażowanie Jowity. Z jednej strony Rozalia cieszyła się, że miałaby wsparcie, z drugiej zaczęła być nieufna w stosunku do blondynki.
    - Jestem maniaczką romansów. Jak gdzieś jakiś wywęszę to się pcham gdzie nie trzeba i staram się jak mogę żeby ludziom się ułożyło. Wiem, wiem. Jestem wścibska, ale to jest coś.. w rodzaju hobby?
    - W takim razie dziwne masz zainteresowania...
    - Co nie zmienia faktu, że lepszej swatki ode mnie nie znajdziesz nigdzie.
    - Naprawdę byłabyś w stanie...
    - Masz to jak w banku! Tylko musiałabym jeszcze pogadać z Łukaszem, a przez weekend będzie z tym raczej trudno... Daj mi swój numer telefonu. W razie czego dam ci znać ok?
    Rozalia nie była pewna co do całego przedsięwzięcia, ale zdecydowała się spróbować. Mimo jeszcze obecnej gdzieś w zakątkach umysłu nieufności chciała wierzyć, że Jowita się nie myli. Po wymianie numerów blondynka zaczęła się zbierać do wyjścia. Obie nastolatki zeszły do przedpokoju, po czym obie zaczęły się ubierać.
    - Gdzie idziesz?
    - Odprowadzę kawałek Jowitę.
    - Jest już późno. Nie powinnaś wychodzić.
    - Właśnie dlatego wychodzę. Jest ciemno, więc ją odprowadzę. Zresztą zaraz wracam nie masz się o co martwić mamo.
    Po tych słowach obie dziewczyny wyszły z budynku.

***

    Po odprowadzeniu koleżanki Rozalia udała się w drogę powrotną. Wtedy uświadomiła sobie, że nie powinna była wychodzić o tej porze z domu. Wspomnienie koszmaru wróciło, tak samo jak okropne uczucie bycia obserwowaną. Brunetka miała wrażenie, że za chwilę coś się za nią pojawi. Postanowiła przebiec drogę powrotną.
    Gdy dotarła do domu, była nieźle zdyszana. Przed wejściem do mieszkania chciała wyrównać oddech, który miała niebezpiecznie przyspieszony, bardziej ze strachu niż ze zmęczenia. Gdy już trochę się uspokoiła, weszła do domu, gdzie zmartwiona matka czekała na nią z przygotowaną kolacją. Obie jadły w ciszy, żadna nie chciała poruszać drażliwego tematu. Po zjedzeniu posiłku brunetka poszła do swojego pokoju.
    - Co do cholery?
    Rozalia stała przy drzwiach zszokowana. W jej sypialni panował bałagan, zupełnie jakby przez nią przeszło tornado. Okno było otwarte, a wszystkie ubrania dziewczyny zostały powyrzucane na środek pokoju, tak jak większość przedmiotów ze skrzyni. Książki oraz kilka innych przedmiotów porozrzucane były po całym pokoju, jednak największą uwagę brunetka zwróciła na potłuczone ramki zdjęć. Widząc taki stan rzeczy nastolatka zamknęła za sobą drzwi. "To z całą pewnością nie jest normalne" pomyślała, po czym z łzami w oczach zamknęła okno i zaczęła układać wszystko na swoich miejscach. Miała dosyć bycia świadkiem sytuacji, których nie była w stanie racjonalnie wytłumaczyć.
    Układanie przedmiotów nie zajęło jej długo, gorzej miało się uprzątnięcie szkła. Rozalia nie miała pojęcia jak wytłumaczy rodzicom stłuczone ramki, ale nie chciała się nad tym zastanawiać. Gdy doprowadziła pomieszczenie do normalnego stanu była wykończona. Psychicznie miała dosyć, a nie wiedziała kto mógłby jej pomóc. Na pewno nie nadopiekuńczy rodzice. Zaczęła się zastanawiać jak bardzo może zaufać Jowicie. Nie mając najmniejszej ochoty na nic, Rozalia wzięła prysznic i położyła się do łóżka. Postanowiła nie ruszać się z niego przez cały weekend w nadziei, że dzięki temu uchroni się przed dziwnymi zdarzeniami, które jej towarzyszyły. Gdy rozmyślała o różnych wydarzeniach mających miejsce tego dnia zmorzył ją sen.
   

2 komentarze:

  1. Dziewczyny miały przejrzeć skrzynie z pamiątkami z dzieciństwa Rozy,miało to się odbyć po jedzeniu...i właściwie do tego nie doszło dlatego dalej nie wiemy co skrywa ''skrzynka umarlaka'' :)
    Cytaty:
    ''Serce czarnowłosej zaczęło bić szybciej, na co właścicielka owego mięśnia skarciła samą siebie w myślach. Nie ekscytuj się tak. Nie ma czym". Właścicielka owego mięśnia - troche odbiega to od racjonalnej pisowni (bynajmniej mi wydaje się trochu dziwne) a zatem to stwiedzenie jest zbędne :p

    OdpowiedzUsuń
  2. wiesz siostra za dużo tu biologii wychodzi. trochę miej mięśni opisuj.
    ale tak poza tym to spoko

    OdpowiedzUsuń