Stała na polanie
otoczona zewsząd świecącymi, wpatrzonymi w nią przenikliwymi ślepiami. Obok
niej stał chłopak, którego zdawała się znać. Trzymał ją za rękę, a jej serce
biło przez to szybciej niż normalnie. Jedna z par oczu się poruszyła i zza pnia
wyłonił się wielki, czarny wilk, który po chwili rzucił się na nich. Pozostałe
ślepia zrobiły to samo…
***
Obudziła się z koszmaru. Gdy
uspokoiła oddech i zbyt szybkie bicie serca, rozejrzała się. Na zewnątrz
zrobiło się już ciemno. Była w swoim pokoju, drzwi były przymknięte, a przez
szparę widać było smugę światła. Dziewczyna usłyszała głosy, więc wytężyła
słuch. Była to rozmowa jej rodziców.
- Może powinniśmy jej powiedzieć, w końcu ma siedemnaście
lat, powinna zrozumieć.
- Nie. Nie zgadzam się. To nasza córka.
- Sama czytałaś list. Nie uważasz, że powinniśmy…
Nie usłyszała dalszej części rozmowy,
bo znów odpłynęła w ciemność.
***
Gdy otworzyła oczy, przez chwilę pozostała
w tej samej pozycji, rozmyślając nad wszystkimi sprawami, które wczoraj nie dawały
jej spokoju. Nie umiała jednak powiązać ich ze sobą, więc się poddała i wstała.
Zaczęła się przygotowywać do szkoły.
Przed wyjściem z pokoju spojrzała w
lustro tak jak poprzedniego dnia. Na jej szyi nie było już żadnego śladu.
„Dziwne” pomyślała, ale wzruszyła ramionami, po czym wyszła z pomieszczenia.
Dom znów był pusty. Rozalia zaczęła się zastanawiać gdzie są rodzice skoro
słyszała ich w nocy. Postanowiła poszukać tego listu, który matka przed nią
ukrywała. Weszła do kuchni i od razu skierowała się w stronę gdzie jej matka go
wczoraj chowała. Otworzyła skrytkę, lecz listu nie znalazła. Zawiedziona
zamknęła schowek. Spojrzała na zegarek. Po chwili wzięła plecak i wyszła z
domu. Na zewnątrz panowała mgła.
Zatrzymała się przed aleją. Przez
mgłę nie było widać czy ktoś tam jest, a nie chciała znów zobaczyć tej postaci,
którą widziała wcześniej. Nie znała jednak innej drogi, a musiała dojść do
szkoły.
- Hej! Ej Roza czekaj!
Rozalia się odwróciła. Zobaczyła
swoją koleżankę z klasy, Jowitę, biegnącą w jej stronę.
-A to dobre! Już rok chodzimy do tej
samej klasy, a ja dopiero teraz się dowiedziałam, że gdzieś tu mieszkasz. Nie
chciałabyś może, żebyśmy chodziły do szkoły razem? Byłoby nam raźniej. Co ty na
to?
- Pewnie, czemu nie…
„Czemu musiałam akurat na nią trafić?”
pomyślała Rozalia. Jej koleżanka należała do tych ludzi, którzy mówili jak
najęci.
- No to chodźmy już, bo się spóźnimy
na pierwszą lekcję. O ile dobrze pamiętam pierwsza jest gera.
Mówiła dziewczyna kierując się w
stronę alei. Po chwili się odwróciła i spojrzała na Rozalię.
- Coś się stało? Czemu nie idziesz?
- Wiesz… nie lubię za bardzo tej
drogi.
- A, o to chodzi. No tak, tam jest
taka specyficzna atmosfera. Jak chcesz to możemy iść inną drogą.
- To jest jakaś inna droga? - Spytała
Rozalia, szczerze zdziwiona.
- Pewnie! A nawet dwie, ale ta druga
jest dłuższa, a nas czas goni. Jak będziemy miały więcej czasu to ci ją pokażę,
ok.?
- A… dzięki.
Dziewczyna uśmiechnęła się do
koleżanki w podziękowaniu. Zaczęły iść w kierunku przeciwnym do alei. Mgła
zgęstniała jeszcze bardziej, więc mało było widać naokoło. Gdy szły „na
wyczucie” Jowity, w pewnej chwili wyłonił się przed nimi jakiś chłopak.
Zamyślony nie zauważył idących dziewczyn i trącił Rozalię w ramię. Ta, również
pochłonięta myślami zauważyła go dopiero, gdy był tuż przed nią. Spojrzała na
niego w tym samym momencie co on, lecz mimo, że był tak blisko nie widziała
jego twarzy. Miał na głowie kaptur, który zakrywał większość rysów, ale zdołała
ujrzeć jego duże szare oczy, które sprawiły, że jej serce zaczęło bić szybciej.
Gdy ulotna chwila minęła, chłopak zniknął w otoczonej mgłą alei.
- Coś się stało? Masz dziwną minę.
- Nie, nic się nie stało.
Rozalia pierwszy raz odczuła ulgę,
że nie ma rumieńców.
- Skoro tak mówisz. Wiesz co? Moja
kuzynka ostatnio…
Dziewczyna przestała słuchać.
Skupiła się na myśleniu o chłopaku, którego minęła. Jednak, gdy o mało się nie
potknęła, wróciła do rzeczywistości.
- … I wiesz? Zaczęłam się
zastanawiać czy te wszystkie opowieści o miłości od pierwszego wejrzenia to aby
nie jest prawda. Swoją drogą… fajnie byłoby spotkać taką osobę i zakochać
się od razu. Co ty o tym sądzisz?
- Ja chyba nie wierzę w takie coś.
Odpowiedziała Rozalia, ale już bez
przekonania. „Czy to możliwe?” spytała w myślach samą siebie, ale nie uzyskała
odpowiedzi.
***
Gdy doszły do szkoły, zadzwonił dzwonek na lekcję. Szybko
pobiegły do sali od geografii, dobiegając do niej w chwili, gdy prawie wszyscy
z ich klasy weszli do pomieszczenia. Miały szczęście, że nauczycielki jeszcze
nie było. Jowita od razu znalazła sobie miejsce obok swojej przyjaciółki, a
Rozalia jak zwykle została sama. Gdy wszyscy usiedli na swoich miejscach
pozostały dwie wolne ławki, jedna przy oknie na samym końcu sali, a druga koło
drzwi. Dziewczyna zajęła tę drugą, ponieważ lubiła szybko wychodzić z klasy.
Gdy siadała, do klasy weszła nauczycielka z jakimś chłopakiem, na którego Rozalia
nie zwróciła uwagi. „Gadka jak co roku” pomyślała.
- Przedstawiam wam Łukasza Rogowskiego. Będzie z wami
chodził do klasy, więc przyjmijcie go dobrze.
Spojrzała na uczniów swoim zwykłym, pełnym nienawiści spojrzeniem.
- Zrozumiano?
- Tak, pani profesor.
Odpowiedzieli wszyscy jednogłośnie.
- Dobrze. A teraz siadaj tam gdzie wolne miejsce i
zaczynamy lekcję. Nie będzie obijania się w tym roku.
Rozalia zainteresowana niecodzienną sytuacją przyjrzała
się nowemu koledze. Ubrany w grafitową bluzę z kapturem brunet jakby się
zastanawiał gdzie ma usiąść. Gdy odwrócił głowę w jej stronę nawiązali kontakt
wzrokowy, który zdawał się dziewczynie trwać wiecznie. Była pewna, że to jego
spotkała we mgle. Wpatrzona w niego o mało nie otworzyła ust z przejęcia. Opamiętała
się jednak i spuściła głowę. Chłopak chyba uznał, że daje mu do zrozumienia, iż
nie chce z nim siedzieć i skierował się na tył klasy. Usiadł w ławce przy oknie
i zaczął wpatrywać się w nie z miną bez wyrazu. Rozalia próbowała się uspokoić,
ale myśli nie dawały jej spokoju. Cieszyła się, że to tylko lekcja
organizacyjna, bo nie mogła się na niczym skupić. Jej serce biło o wiele
szybciej niż zwykle.
***
Ostatnią lekcją tego dnia była
godzina wychowawcza. Gdy zajęcia się skończyły nauczycielka poprosiła uczniów
by pozostali na miejscach.
- Jako, że rok temu, przez
niefrasobliwość niektórych osób, były problemy z porządkiem w klasie, chciałabym,
aby w tym roku odbyły się dyżury uczniowskie. Co dwa tygodnie będę losowała
numery dwojga z was, by jakoś utrzymać porządek w sali. Osoby raz wylosowane
nie będą już dyżurnymi w tym roku szkolnym. Czy to, co powiedziałam jest dla
was jasne?
„Pani profesor jak zwykle traktuje
nas jako mało inteligentne stworzenia” pomyślała Rozalia. Wszyscy wokół skinęli
głowami.
- Na początek dyżurnymi zostaną…
Wychowawczyni zaczęła losować. Wyciągnęła pierwszą
karteczkę z numerem i sprawdziła w dzienniku, do kogo należy.
- Rozalia Lwowska i…
Znów sięgnęła po numerek. Dziewczyna błagała w myślach,
żeby nie trafić na Jowitę. Miała trochę dość jej gadania.
- Hmm… Łukasz. Sądzę, że jakoś sobie poradzisz. W razie
problemów Rozalia ci pomoże, prawda Rozalko?
Pani profesor spojrzała na nią, a reszta uczniów cicho się
podśmiewając zrobiła to samo. Już od początku pierwszej klasy zauważyła, że
jakoś inni nie darzą jej zbytnią sympatią, chociaż zdarzały się wyjątki. Dziewczyna
będąc jeszcze w lekkim szoku burknęła cicho „tak”. Po chwili klasa opustoszała.
Rozalia została sam na sam z nowym kolegą.
Pierwszego dnia mieli za zadanie poukładać na półkach
wszystkie rzeczy schowane na wakacje przez wychowawczynię, żeby nikt ich sobie
nie przywłaszczył. „Ciekawe, kto chciałby zabierać te wszystkie rzeczy do domu.
Chyba tylko jakiś kolekcjoner.” pomyślała Rozalia odkładając czaszkę jakiegoś
ssaka na półkę. Ich wychowawczyni była nauczycielką biologii.
Dziewczyna usilnie starała się nie myśleć o chłopaku, lecz
ten nie dawał jej do tego sposobności.
- Rozalia, tak?
Spytał siedząc nadal w ławce. „Jaki on ma piękny głos”
pomyślała dziewczyna i chwilę zajęło jej uspokojenie się, zanim zdołała
odpowiedzieć.
- Tak, a czemu pytasz?
Cieszyła się, że jej głos nie zdradził
jak była spięta. Gdy ustawiała książki na półkę „konstrukcja”, którą wcześniej z nich
ułożyła, straciła równowagę, przez co kilka kilogramów papieru w okładkach
spadło na Rozalię.
- Może ci pomogę?
- Może byś mi pomógł?
Powiedzieli w tym samym momencie, co
sprawiło, że dziewczyna poczuła dreszcz. Łukasz wstał i podszedł do niej, po
czym zaczął, prawie że profesjonalnie ustawiać książki na półce.
- Już myślałem, że nie zapytasz.
Zaśmiał się, a ona znów poczuła dreszcz.
- Czułem się tak trochę niepotrzebny
jak wszystko sama robiłaś.
Gdy skończył układać książki, spojrzał
się na nią. Rozalia znów się cieszyła, że nie ma rumieńców. Ku jej zaskoczeniu
chłopak wyciągnął do niej rękę.
- Tak żeby było bardziej oficjalnie…
Łukasz jestem. Miło mi.
Podała mu dłoń próbując się nie
zdradzić. Ten jednak zauważył, że dziwnie się zachowuje.
- A ja Rozalia. Mnie również bardzo
miło.
Wrócili jak gdyby nigdy nic do pracy.
Dziewczynie udało się trochę opanować emocje, gdy się trochę przyzwyczaiła do
jego obecności. Po pewnym czasie Łukasz zaczął jej się przyglądać.
- Wiesz co? Jesteśmy do siebie
zadziwiająco podobni.
Powiedział po chwili. Zaskoczona Rozalia
spojrzała na niego nie rozumiejąc, o co mu chodzi. Nigdy przedtem nie
przyglądała się sobie zbyt dokładnie. Nie lubiła tego. Tym razem jednak
przypatrzyła się swojemu odbiciu w szybie.
- Rzeczywiście…
- Tak się zastanawiam…
Chłopak zaczął po chwili przenikliwej
ciszy.
- Czy to ciebie spotkałem dziś rano
koło tej dziwnej alei?
Znów zapadła cisza.
- Wydaje mi się, że tak, a czemu
pytasz?
Była pewna, że się wtedy minęli, ale
nie chciała tego mówić ze zbytnim przekonaniem.
- A nic, nieważne.
Zbył uciekając spojrzeniem w stronę okna.
- Mgła nadal nie opadła. Może
odprowadzę cię do domu?
Zaproponował nadal patrząc się w okno.
Dziewczyna zaczęła się zastanawiać, czemu zaczął się tak dziwnie zachowywać.
- Jeśli nadal chcesz ze mną przebywać,
to będzie mi bardzo miło.
Uśmiechnęła się do niego. „Co ja
wygaduję?” skarciła się w myślach.
- A dlaczego miałbym nie chcieć? Nie
wydaje mi się, żebyś zrobiła coś zniechęcającego.
Byłyby to dla niej miłe słowa, gdyby
nie wypowiedział ich tak lodowatym tonem. Po chwili wyszli z klasy. Przez całą
drogę szli w nurtującej ciszy. Gdy doszli do domu Rozalii, Łukasz rzucił tylko
„Do zobaczenia” i poszedł dalej. Takie zachowanie z jego strony bardzo ją
zabolało. Weszła do domu, po czym bez słowa poszła do swojego pokoju, mimo
pytań o przebieg dnia zadawanych przez jej matkę. Postanowiła przemyśleć sobie
wszystko w spokoju, lecz po kilku minutach zmorzył ją sen. Pełna rozterek
położyła się do łóżka i zasnęła.
Trochu dziwna jest postawa Łukasza,wydaje się być dobrze wychowany a z drugiej strony wysiaduje w ławce i przypatruje się jak Rozalia pracuje...druga sprawa: [...] ''Może byś mi pomógł?'' Powiedziała Rozalia w momencie kiedy spadła na nią książka,taki spontaniczny zryw raczej nie pasuje do jej nieśmiałego typu charakteru...i trzecia sprawa,na końcu bohaterke przygnebił sposób w jaki się z nią pożegnał Łukasz,czy coś spowodowało u niego tą przemiane? Bo na początku,jak już wcześniej pisałem,wydawał się być dobrze wychowany...
OdpowiedzUsuńPowodzenia w dalszej pracy nad następnymi rozdziałami
.sato
Wszystko z biegiem czasu zostanie wyjaśnione jeśli chodzi o Łukasza. Co do Rozalii... nie miałam na celu przedstawienie jej samej jako osoby nieśmiałej, tylko zaakcentować jej zachowanie w stosunku do osoby Łukasza. Jak napisałam wyżej, wszystko się wyjaśni w najbliższym czasie :)
Usuń