sobota, 18 stycznia 2014

Rozdział 2

Stała na polanie otoczona zewsząd świecącymi, wpatrzonymi w nią przenikliwymi ślepiami. Obok niej stał chłopak, którego zdawała się znać. Trzymał ją za rękę, a jej serce biło przez to szybciej niż normalnie. Jedna z par oczu się poruszyła i zza pnia wyłonił się wielki, czarny wilk, który po chwili rzucił się na nich. Pozostałe ślepia zrobiły to samo…

***

      Obudziła się z koszmaru. Gdy uspokoiła oddech i zbyt szybkie bicie serca, rozejrzała się. Na zewnątrz zrobiło się już ciemno. Była w swoim pokoju, drzwi były przymknięte, a przez szparę widać było smugę światła. Dziewczyna usłyszała głosy, więc wytężyła słuch. Była to rozmowa jej rodziców.
- Może powinniśmy jej powiedzieć, w końcu ma siedemnaście lat, powinna zrozumieć.
- Nie. Nie zgadzam się. To nasza córka.
- Sama czytałaś list. Nie uważasz, że powinniśmy…
       Nie usłyszała dalszej części rozmowy, bo znów odpłynęła w ciemność.

***

      Gdy otworzyła oczy, przez chwilę pozostała w tej samej pozycji, rozmyślając nad wszystkimi sprawami, które wczoraj nie dawały jej spokoju. Nie umiała jednak powiązać ich ze sobą, więc się poddała i wstała. Zaczęła się przygotowywać do szkoły.
      Przed wyjściem z pokoju spojrzała w lustro tak jak poprzedniego dnia. Na jej szyi nie było już żadnego śladu. „Dziwne” pomyślała, ale wzruszyła ramionami, po czym wyszła z pomieszczenia. Dom znów był pusty. Rozalia zaczęła się zastanawiać gdzie są rodzice skoro słyszała ich w nocy. Postanowiła poszukać tego listu, który matka przed nią ukrywała. Weszła do kuchni i od razu skierowała się w stronę gdzie jej matka go wczoraj chowała. Otworzyła skrytkę, lecz listu nie znalazła. Zawiedziona zamknęła schowek. Spojrzała na zegarek. Po chwili wzięła plecak i wyszła z domu. Na zewnątrz panowała mgła.
      Zatrzymała się przed aleją. Przez mgłę nie było widać czy ktoś tam jest, a nie chciała znów zobaczyć tej postaci, którą widziała wcześniej. Nie znała jednak innej drogi, a musiała dojść do szkoły.
       - Hej! Ej Roza czekaj!
       Rozalia się odwróciła. Zobaczyła swoją koleżankę z klasy, Jowitę, biegnącą w jej stronę.
     -A to dobre! Już rok chodzimy do tej samej klasy, a ja dopiero teraz się dowiedziałam, że gdzieś tu mieszkasz. Nie chciałabyś może, żebyśmy chodziły do szkoły razem? Byłoby nam raźniej. Co ty na to?
       - Pewnie, czemu nie…
       „Czemu musiałam akurat na nią trafić?” pomyślała Rozalia. Jej koleżanka należała do tych ludzi, którzy mówili jak najęci.
        - No to chodźmy już, bo się spóźnimy na pierwszą lekcję. O ile dobrze pamiętam pierwsza jest gera.
       Mówiła dziewczyna kierując się w stronę alei. Po chwili się odwróciła i spojrzała na Rozalię.
        - Coś się stało? Czemu nie idziesz?
        - Wiesz… nie lubię za bardzo tej drogi.
        - A, o to chodzi. No tak, tam jest taka specyficzna atmosfera. Jak chcesz to możemy iść inną drogą.
        - To jest jakaś inna droga? - Spytała Rozalia, szczerze zdziwiona.
        - Pewnie! A nawet dwie, ale ta druga jest dłuższa, a nas czas goni. Jak będziemy miały więcej czasu to ci ją pokażę, ok.?
        - A… dzięki.
       Dziewczyna uśmiechnęła się do koleżanki w podziękowaniu. Zaczęły iść w kierunku przeciwnym do alei. Mgła zgęstniała jeszcze bardziej, więc mało było widać naokoło. Gdy szły „na wyczucie” Jowity, w pewnej chwili wyłonił się przed nimi jakiś chłopak. Zamyślony nie zauważył idących dziewczyn i trącił Rozalię w ramię. Ta, również pochłonięta myślami zauważyła go dopiero, gdy był tuż przed nią. Spojrzała na niego w tym samym momencie co on, lecz mimo, że był tak blisko nie widziała jego twarzy. Miał na głowie kaptur, który zakrywał większość rysów, ale zdołała ujrzeć jego duże szare oczy, które sprawiły, że jej serce zaczęło bić szybciej. Gdy ulotna chwila minęła, chłopak zniknął w otoczonej mgłą alei.
        - Coś się stało? Masz dziwną minę.
        - Nie, nic się nie stało.
        Rozalia pierwszy raz odczuła ulgę, że nie ma rumieńców.
        - Skoro tak mówisz. Wiesz co? Moja kuzynka ostatnio…
        Dziewczyna przestała słuchać. Skupiła się na myśleniu o chłopaku, którego minęła. Jednak, gdy o mało się nie potknęła, wróciła do rzeczywistości.
        - … I wiesz? Zaczęłam się zastanawiać czy te wszystkie opowieści o miłości od pierwszego wejrzenia to aby nie jest prawda. Swoją drogą… fajnie byłoby spotkać taką osobę i zakochać się od razu. Co ty o tym sądzisz?
        - Ja chyba nie wierzę w takie coś.
        Odpowiedziała Rozalia, ale już bez przekonania. „Czy to możliwe?” spytała w myślach samą siebie, ale nie uzyskała odpowiedzi.

***

Gdy doszły do szkoły, zadzwonił dzwonek na lekcję. Szybko pobiegły do sali od geografii, dobiegając do niej w chwili, gdy prawie wszyscy z ich klasy weszli do pomieszczenia. Miały szczęście, że nauczycielki jeszcze nie było. Jowita od razu znalazła sobie miejsce obok swojej przyjaciółki, a Rozalia jak zwykle została sama. Gdy wszyscy usiedli na swoich miejscach pozostały dwie wolne ławki, jedna przy oknie na samym końcu sali, a druga koło drzwi. Dziewczyna zajęła tę drugą, ponieważ lubiła szybko wychodzić z klasy. Gdy siadała, do klasy weszła nauczycielka z jakimś chłopakiem, na którego Rozalia nie zwróciła uwagi. „Gadka jak co roku” pomyślała.
- Przedstawiam wam Łukasza Rogowskiego. Będzie z wami chodził do klasy, więc przyjmijcie go dobrze.
Spojrzała na uczniów swoim zwykłym, pełnym nienawiści spojrzeniem.
- Zrozumiano?
- Tak, pani profesor.
Odpowiedzieli wszyscy jednogłośnie.
- Dobrze. A teraz siadaj tam gdzie wolne miejsce i zaczynamy lekcję. Nie będzie obijania się w tym roku.
Rozalia zainteresowana niecodzienną sytuacją przyjrzała się nowemu koledze. Ubrany w grafitową bluzę z kapturem brunet jakby się zastanawiał gdzie ma usiąść. Gdy odwrócił głowę w jej stronę nawiązali kontakt wzrokowy, który zdawał się dziewczynie trwać wiecznie. Była pewna, że to jego spotkała we mgle. Wpatrzona w niego o mało nie otworzyła ust z przejęcia. Opamiętała się jednak i spuściła głowę. Chłopak chyba uznał, że daje mu do zrozumienia, iż nie chce z nim siedzieć i skierował się na tył klasy. Usiadł w ławce przy oknie i zaczął wpatrywać się w nie z miną bez wyrazu. Rozalia próbowała się uspokoić, ale myśli nie dawały jej spokoju. Cieszyła się, że to tylko lekcja organizacyjna, bo nie mogła się na niczym skupić. Jej serce biło o wiele szybciej niż zwykle.

***

       Ostatnią lekcją tego dnia była godzina wychowawcza. Gdy zajęcia się skończyły nauczycielka poprosiła uczniów by pozostali na miejscach.
       - Jako, że rok temu, przez niefrasobliwość niektórych osób, były problemy z porządkiem w klasie, chciałabym, aby w tym roku odbyły się dyżury uczniowskie. Co dwa tygodnie będę losowała numery dwojga z was, by jakoś utrzymać porządek w sali. Osoby raz wylosowane nie będą już dyżurnymi w tym roku szkolnym. Czy to, co powiedziałam jest dla was jasne?
       „Pani profesor jak zwykle traktuje nas jako mało inteligentne stworzenia” pomyślała Rozalia. Wszyscy wokół skinęli głowami.
       - Na początek dyżurnymi zostaną…
Wychowawczyni zaczęła losować. Wyciągnęła pierwszą karteczkę z numerem i sprawdziła w dzienniku, do kogo należy.
- Rozalia Lwowska i…
Znów sięgnęła po numerek. Dziewczyna błagała w myślach, żeby nie trafić na Jowitę. Miała trochę dość jej gadania.
- Hmm… Łukasz. Sądzę, że jakoś sobie poradzisz. W razie problemów Rozalia ci pomoże, prawda Rozalko?
Pani profesor spojrzała na nią, a reszta uczniów cicho się podśmiewając zrobiła to samo. Już od początku pierwszej klasy zauważyła, że jakoś inni nie darzą jej zbytnią sympatią, chociaż zdarzały się wyjątki. Dziewczyna będąc jeszcze w lekkim szoku burknęła cicho „tak”. Po chwili klasa opustoszała. Rozalia została sam na sam z nowym kolegą.
Pierwszego dnia mieli za zadanie poukładać na półkach wszystkie rzeczy schowane na wakacje przez wychowawczynię, żeby nikt ich sobie nie przywłaszczył. „Ciekawe, kto chciałby zabierać te wszystkie rzeczy do domu. Chyba tylko jakiś kolekcjoner.” pomyślała Rozalia odkładając czaszkę jakiegoś ssaka na półkę. Ich wychowawczyni była nauczycielką biologii.
Dziewczyna usilnie starała się nie myśleć o chłopaku, lecz ten nie dawał jej do tego sposobności.
- Rozalia, tak?
Spytał siedząc nadal w ławce. „Jaki on ma piękny głos” pomyślała dziewczyna i chwilę zajęło jej uspokojenie się, zanim zdołała odpowiedzieć.
- Tak, a czemu pytasz?
Cieszyła się, że jej głos nie zdradził jak była spięta. Gdy ustawiała książki na półkę „konstrukcja”, którą wcześniej z nich ułożyła, straciła równowagę, przez co kilka kilogramów papieru w okładkach spadło na Rozalię.
- Może ci pomogę?
- Może byś mi pomógł?
Powiedzieli w tym samym momencie, co sprawiło, że dziewczyna poczuła dreszcz. Łukasz wstał i podszedł do niej, po czym zaczął, prawie że profesjonalnie ustawiać książki na półce.
- Już myślałem, że nie zapytasz.
Zaśmiał się, a ona znów poczuła dreszcz.
- Czułem się tak trochę niepotrzebny jak wszystko sama robiłaś.
Gdy skończył układać książki, spojrzał się na nią. Rozalia znów się cieszyła, że nie ma rumieńców. Ku jej zaskoczeniu chłopak wyciągnął do niej rękę.
- Tak żeby było bardziej oficjalnie… Łukasz jestem. Miło mi.
Podała mu dłoń próbując się nie zdradzić. Ten jednak zauważył, że dziwnie się zachowuje.
- A ja Rozalia. Mnie również bardzo miło.
Wrócili jak gdyby nigdy nic do pracy. Dziewczynie udało się trochę opanować emocje, gdy się trochę przyzwyczaiła do jego obecności. Po pewnym czasie Łukasz zaczął jej się przyglądać.
- Wiesz co? Jesteśmy do siebie zadziwiająco podobni.
Powiedział po chwili. Zaskoczona Rozalia spojrzała na niego nie rozumiejąc, o co mu chodzi. Nigdy przedtem nie przyglądała się sobie zbyt dokładnie. Nie lubiła tego. Tym razem jednak przypatrzyła się swojemu odbiciu w szybie.
- Rzeczywiście…
- Tak się zastanawiam…
Chłopak zaczął po chwili przenikliwej ciszy.
- Czy to ciebie spotkałem dziś rano koło tej dziwnej alei?
Znów zapadła cisza.
- Wydaje mi się, że tak, a czemu pytasz?
Była pewna, że się wtedy minęli, ale nie chciała tego mówić ze zbytnim przekonaniem.
- A nic, nieważne.
Zbył uciekając spojrzeniem w stronę okna.
- Mgła nadal nie opadła. Może odprowadzę cię do domu?
Zaproponował nadal patrząc się w okno. Dziewczyna zaczęła się zastanawiać, czemu zaczął się tak dziwnie zachowywać.
- Jeśli nadal chcesz ze mną przebywać, to będzie mi bardzo miło.
Uśmiechnęła się do niego. „Co ja wygaduję?” skarciła się w myślach.
- A dlaczego miałbym nie chcieć? Nie wydaje mi się, żebyś zrobiła coś zniechęcającego.
Byłyby to dla niej miłe słowa, gdyby nie wypowiedział ich tak lodowatym tonem. Po chwili wyszli z klasy. Przez całą drogę szli w nurtującej ciszy. Gdy doszli do domu Rozalii, Łukasz rzucił tylko „Do zobaczenia” i poszedł dalej. Takie zachowanie z jego strony bardzo ją zabolało. Weszła do domu, po czym bez słowa poszła do swojego pokoju, mimo pytań o przebieg dnia zadawanych przez jej matkę. Postanowiła przemyśleć sobie wszystko w spokoju, lecz po kilku minutach zmorzył ją sen. Pełna rozterek położyła się do łóżka i zasnęła.

2 komentarze:

  1. Trochu dziwna jest postawa Łukasza,wydaje się być dobrze wychowany a z drugiej strony wysiaduje w ławce i przypatruje się jak Rozalia pracuje...druga sprawa: [...] ''Może byś mi pomógł?'' Powiedziała Rozalia w momencie kiedy spadła na nią książka,taki spontaniczny zryw raczej nie pasuje do jej nieśmiałego typu charakteru...i trzecia sprawa,na końcu bohaterke przygnebił sposób w jaki się z nią pożegnał Łukasz,czy coś spowodowało u niego tą przemiane? Bo na początku,jak już wcześniej pisałem,wydawał się być dobrze wychowany...
    Powodzenia w dalszej pracy nad następnymi rozdziałami
    .sato

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko z biegiem czasu zostanie wyjaśnione jeśli chodzi o Łukasza. Co do Rozalii... nie miałam na celu przedstawienie jej samej jako osoby nieśmiałej, tylko zaakcentować jej zachowanie w stosunku do osoby Łukasza. Jak napisałam wyżej, wszystko się wyjaśni w najbliższym czasie :)

      Usuń