niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 8


Witam wszystkich po dość długiej przerwie. Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że ten rozdział jest bezpośrednią kontynuacją poprzedniego, jednak opowiada o innym dniu, dlatego sen jest opisany trochę później ( i sam rozdział zaczyna się dość dziwnie).
Ten rozdzialik może mieć masę błędów, mimo, że starałam się ich unikać. Gdybyście jednak takowe zauważyli prosiłabym o sprostowanie :)
Również bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, które pojawiły się do tej pory. Naprawdę mi one pomagają i cieszę się, że ktokolwiek zostawia po sobie jakikolwiek ślad obecności. To, że ktoś czyta to co piszę naprawdę daje dużą radość.
Nie przedłużając chciałabym jeszcze życzyć wam Wesołych Świąt i zapraszam do czytania :)

 _______________________________________________


    Nic się nie wydarzyło. Mimo, że kilkadziesiąt wielkich ptaków przeleciało nad ich głowami żadne z czarnych kształtów nic im nie zrobiło. Poczuli jedynie podmuch wielu skrzydeł. To jednak wystarczyło żeby oboje nastolatków zastygło w bezruchu w obawie przed krukami. Łukasz nie był zadowolony z faktu, że przestraszył się zwykłych ptaków, jednak przestał o tym myśleć czując jak dłoń Rozalii lekko zaciska się na jego ramieniu. Ona również się bała.
    - Te ptaki… nie są normalne.
    Łukasz usłyszał lekko drżący głos dziewczyny i spojrzał na nią.
    - To znaczy?
    - Kruki nie występują w tak dużych grupach… poza tym w życiu nie widziałam kruka z… zielonymi oczami…
    Tu chłopak musiał przyznać brunetce rację. Wiedział, że cała ta sytuacja nie należy do tych uważanych za normalne, mimo tego starał się nie myśleć o ptakach jako o czymś dziwnym. Wystarczyło mu, że w ostatnim czasie dużo niewyjaśnionych rzeczy  mu się przytrafiało.
    - Na szczęście sobie poleciały.
    Łukasz starał się jakoś poprawić atmosferę. Nie chciał żeby coś zepsuło to spotkanie. I tak oboje dużo ryzykowali.
    - Jeśli chcesz możemy pójść gdzieś in..
    Urwał w pół słowa gdy spojrzał na Rozalię. Dziewczyna była wpatrzona w okrągłą tarczę księżyca, najwyraźniej o czymś myślała. Jej czarne włosy lekko odchylały się do tyłu pod wpływem delikatnego wiatru odsłaniając bladą cerę, która przez księżycowe światło wydawała się promienieć.  „Piękna”, pomyślał Łukasz widząc brunetkę w tym momencie i nie myśląc zbyt wiele o tym co robi dotknął jej policzka. Dziewczyna otrząsnęła się z rozmyślań i spojrzała na chłopaka. Była zaskoczona gestem Łukasza jednak uśmiechnęła się do niego i wtuliła swoją twarz w jego dłoń.
    - Może po prostu się gdzieś przejdziemy? Nie mam zbyt dużo czasu niestety. Mojej mamie może przyjść do głowy sprawdzenie czy śpię.
    Brunet poczuł na karku dziwne uczucie. Nie spodobało mu się ono jednak zignorował je i uśmiechnął się.
    - W porządku, więc chodźmy.
    Ujął jej dłoń po czym skierowali się ku wyjściu z parku.

***

    Długo rozmawiali o mniej lub bardziej ważnych sprawach, cały czas trzymając się za ręce. Gdy nadszedł czas rozstania Łukasz odprowadził Rozalię pod sam dom, lecz jeszcze przez jakiś czas stali w ciszy patrząc na siebie, po czym chłopak delikatnie odgarnął kosmyki brunetki za ucho. Przybliżył się do niej i lekko ją objął, na co ona zareagowała tak samo, nieśmiało wtulając się w niego. Gdy odsunęli się od siebie, dziewczyna zauważyła zapalające się światło w oknie swojego domu.
    - Muszę iść.
    - Nie chcę żebyś szła.
    - Ja też nie chcę iść, ale muszę. Do zobaczenia.
    To mówiąc brunetka przeskoczyła przez płot i szybkim krokiem przemknęła za budynek, co chwilę odwracając się w stronę chłopaka. Łukasz, gdy Rozalia zniknęła mu z oczu, skierował swoje kroki w stronę własnego mieszkania. Dziwne uczucie, które miał już wcześniej, teraz pojawiło się ze zdwojoną siłą, dlatego chłopak przyspieszył kroku. Gdy dotarł do celu ogarnęło go niesamowite uczucie senności, więc natychmiast położył się do łóżka zostawiając lekko uchylone okno. Zasnął niemal od razu.

***
    Szedł przez ciemny las, co chwilę słysząc za sobą jakiś dziwny szelest. Gdy się odwrócił nic nie zobaczył, więc szedł dalej. Po dłuższym krążeniu bez celu coś wyskoczyło mu przed twarz. Odskoczył w bok, przez co wpadł do głębokiego dołu pełnego pająków. Natychmiast odsunął się od błotnistych ścian z odrazą, lecz po chwili zaczął obserwować zachowanie stworzeń. Te w pośpiechu pięły się w kierunku wylotu dziury najwyraźniej czegoś się bojąc. Zaczęło padać, a niebo przeszył grzmot. Nad chłopakiem pojawiła się ciemna postać o zielonych oczach i z szyderczym uśmiechem na ustach. Nastolatek bezskutecznie próbował się wydostać, śliskie ściany uniemożliwiały mu to. Po jakimś czasie dół zaczął systematycznie napełniać się ziemią.

***

    Zerwał się ze snu dysząc ciężko, brakowało mu tchu. Ten sen był aż nazbyt realny. Łukasz podniósł się do siadu i spojrzał na zegarek. Widząc na jego tarczy godzinę ósmą opadł z powrotem na poduszkę i zasłonił oczy dłonią. Starał się wyrzucić z głowy koszmar zastępując go myślami o nocnym spotkaniu, jednak przychodziło mu to z niemałym trudem. Po chwili jakiś szelest zainteresował chłopaka, kierując jego uwagę na biurko naprzeciw łóżka. Na drewnianym blacie znajdował się miś otoczony dziwną, zieloną poświatą, który ciągnął za sobą martwego ptaka. Gdy pluszak zorientował się, że jest obserwowany poświata zniknęła, a sama zabawka opadła bezwładnie na drewno.
    - Ja chyba jeszcze śpię…
    Powiedział do siebie brunet, zarówno zdziwiony jak i przerażony tym, co zobaczył. Owego pluszaka dostał dzień po wypadku jego rodziców, jednak od razu go wyrzucił. I robił to jeszcze kilkakrotnie, gdyż miś dziwnym sposobem zawsze do niego wracał. W końcu schował go gdzieś żeby nie musieć go oglądać, a w dzień przeprowadzki po prostu zostawił go w poprzednim domu. Teraz nie mógł uwierzyć, że zabawka po raz kolejny znalazła się w jego posiadaniu, mimo, że wcale tego nie chciał. Chłopak poszedł do łazienki, zabrał kawałek papieru i podszedł do biurka. Przyjrzał się ptakowi. Był mały i całkiem czarny, Na swoim ciele miał niezliczoną ilość dziur, jakby został kilkakrotnie czymś przekłuty. Łukasz nigdy nie spotkał się z tego typu gatunkiem, jednak nie zamierzał zawracać sobie głowy rozmyślaniami nad przynależnością gatunkową padliny. Wziął zdechłe stworzenie na ręce i zawinął w papier, po czym wyszedł z pokoju i jak w transie wyrzucił stworzenie do kuchennego kosza na śmieci. Miał dziwne wrażenie, że nie powinien wyrzucać go na zewnątrz chociaż nie miał pojęcia czemu tak sądzi. Gdy mył ręce po poprzedniej czynności do pomieszczenia wszedł jego wujek.
    - Hej młody. Coś mizernie wyglądasz. Coś się stało?
    W głosie mężczyzny słychać było przejęcie.
    - Mówi to osoba, która po nocce wygląda jak zombie.
    Chłopak uśmiechnął się niemrawo, ale widział, że jego rozmówcy to nie przekonuje. „Jeśli mu powiem prawdę, co się dzieje to mi nie uwierzy. Albo nie daj Boże uwierzy i mnie odeśle do ciotki” myślał. Wytarł dłonie i oparł się o blat.
    - Wczoraj wieczorem oglądałem horror w telewizji i był tak dobry, że dziś miałem koszmary. Nie wyspałem się, więc wyglądam jak wyglądam.
    - Czyli tak jak ja?
    - Czyli tak jak ty.
    Oboje zaśmiali się pod nosem.
    - Dobra. W takim razie ja zamierzam się położyć i odpocząć, bo naprawdę chyba umrę i stanę się zombie. Ty też spróbuj jeszcze zasnąć, bo potem cię wyciągam na miasto.
    - Pamiętam, pamiętam.
    Brunet uśmiechnął się do wujka, po czym odprowadził go wzrokiem. Sam poszedł do swojego pokoju nie mając ani trochę ochoty na sen. Przebrał się, zabrał telefon i wyszedł z pomieszczenia, przedtem zauważając jeszcze, że miś zniknął. Usiadł na kanapie w salonie i napisał do Rozalii.
- Hej. Jak się spało?
- Hej. Kiepsko, znów śniły mi się jakieś dziwne rzeczy. A Tobie?
- Też źle. Do tego miałem niespodziewanego gościa.
- Gościa?
    Podczas nocnej rozmowy mówili sobie rożne rzeczy. Łukasz dowiedział się jak bardzo ich sytuacje życiowe są do siebie podobne, co jeszcze bardziej zbliżyło ich do siebie. Wiedział, że może powiedzieć jej dużo, nawet bardzo dużo i był pewny, że ona mu uwierzy.
- Tak… Coś przyniosło mi rano martwego ptaka…
- To „coś” było otoczone czymś zielonym?
- Skąd wiesz? Ty też dostałaś taką niemiłą niespodziankę?
- Nie, ale widziałam to „coś” dziś rano zaraz jak się obudziłam. Wyszło przez okno…
- Nieciekawie. Z mojego pokoju też zniknęło… chyba. Nigdy nie myślałem, że będę bał się misia, a tu proszę, jakie zaskoczenie.
- Misia? Moje „coś” też jest misiem…
- To się robi coraz dziwniejsze… Niby dlaczego przyczepił się do naszej dwójki?
- Nie mam pojęcia, ale może to ma jakiś związek z tym, że niektóre osoby z naszych rodzin strzegą nas jak oka w głowie…
- Tak myślisz?
- Tak. Kompletnie nie rozumiem całej tej sytuacji i coraz bardziej się boję, ale wiem też, że od kiedy pamiętam moi rodzice panicznie się bali jakichkolwiek zmian. Mam tego dosyć, bo z każdym dniem jest coraz gorzej. Im bliżej moich urodzin, tym bardziej moja matka panikuje. Wczoraj o mało mnie nie przyłapała jak wchodziłam przez okno. Ale było warto zaryzykować :)
- Cieszę się, że tak myślisz… ale coś musimy zrobić z tymi dziwnymi zdarzeniami. Inaczej niedługo oboje zejdziemy na zawał ze strachu przed sałatą, bo zielona.
- Hahaha, raczej aż tak źle nie będzie, ale fakt coś trzeba zrobić… Muszę kończyć, mama mi się zaczęła przyglądać. Napiszę później. Papa :)
- Papa ;)
    Łukasz siedział jeszcze przez chwilę uśmiechając się do telefonu po czym wstał i poszedł do kuchni. Zjadł na spokojnie śniadanie i zaczął zmywać naczynia. Gdy wycierał talerze spojrzał w okno. Na parapecie siedział kruk i przyglądał mu się szmaragdowymi ślepiami. Przestraszony chłopak wypuścił z ręki talerz, jednak w porę się opanował i zdążył go złapać. Gdy ponownie zerknął w stronę okna, ptaka już nie było.
    - No dajcie spokój… Wpadam w paranoję.
    Jęknął cicho, po czym wyszedł z pomieszczenia. Włączył telewizję i wszystkimi siłami starał się na niej skupić.

***

    - To co młody, idziemy?
    - Gdzie?
    Brunet nieprzytomnym wzrokiem spojrzał na swojego opiekuna, po czym przypomniał sobie o obietnicy wujka.
    - Aaa tak, tak, idziemy. Która jest godzina?
    - Zaraz piętnasta. Gdzie żeś tak odleciał?
    - Na Marsa. Tamtejsze powietrze mi zaszkodziło.
    Mężczyzna zaśmiał się i rozczochrał włosy nastolatka.
    - To wróć na Ziemię i się ubieraj. Obiad zjemy w jakiejś knajpce.
    - Brzmi fajnie. Już się zbieram.
    Chwilę później obaj siedzieli w samochodzie.

***

    Te kilka godzin minęło im bardzo szybko. Zjedli obiad, byli w kinie i w paru jeszcze miejscach, aż trafili na jakiś zatłoczony targ. Ludzie podążali w przeróżne strony powodując niewiarygodny ścisk, jednak właśnie w tym miejscu była pewna rzecz, którą mężczyzna chciał kupić swojemu siostrzeńcowi. Gdy przechodzili przez jedną z uliczek rozdzielili się mimo, że starali się trzymać razem. Po piętnastu minutach bezowocnego szukania Łukasz wydostał się z tłumu w poszukiwaniu zasięgu telefonu. Kiedy nareszcie takowy znalazł, zadzwonił do swojego wujka.
    - „Gdzie jesteś?”
    - „Łukasz… nareszcie. Musisz mi pomóc.”
    - „Co się stało?”
    - „Powiem ci jak się spotkamy. Niedaleko targu jest świeżo rozpoczęta budowa. Mógłbyś tam przyjść?”
    - „Ok., zaraz będę”
    Po tych słowach brunet rozłączył się i pobiegł w kierunku, w którym widział wspomnianą przez mężczyznę budowę. Gdy tam dotarł usłyszał wołanie z jakiegoś wykopu. Na jego dnie stał wujek Łukasza. Do otworu stopniowo wsypywał się piasek, więc chłopak szybko ruszył na pomoc swojemu opiekunowi. Gdy udało mu się go wyciągnąć pierwszym, co usłyszał było:
    - Dzięki młody. Myślałem, że zostanę tam żywcem pogrzebany.
    Chłopak zbladł. Było to widać nawet pomimo jego i tak już bladej cery. Przypomniał mu się jego sen.
    - Ej co jest? Nie martw się. Jak widzisz nic mi nie jest. Na szczęście nic sobie nie zrobiłem gdy tam wpadłem.
    - Co w ogóle tu robiłeś?
    - A wiesz. Kupiłem ci coś, bo Zosia mnie prosiła, ale potem zorientowałem się, że cię nie ma. Zauważyłem cię w tłumie i poszedłem za tobą, ale się okazało, że to nie ty. I tak znalazłem się tutaj. A jak zawracałem to jakieś ptaszysko przeleciało mi przed nosem, potknąłem się i wpadłem do tego wykopu. Ech, ja i moje szczęście. Przez to wszystko zgubiłem twój prezent.
    - A co to było?
    - Taki tam… niby talizman czy coś. Zosia mówiła, że dobre na koszmary. Może jeszcze uda mi się kupić inny.
    - Nie trzeba… wujku.
    Chłopak nie chciał żeby coś jeszcze się wydarzyło, więc złapał mężczyznę za rękę i starał się uśmiechnąć.
    - Naprawdę nie trzeba. Wracajmy już do domu, robi się późno.
    - Ok… tylko co ja Zośce powiem.
    - Powiedz cioci, że bardzo się cieszę, że o mnie myśli i jestem jej za to wdzięczny. Powinno wystarczyć.
    Po tych słowach nastała chwila ciszy, którą przerwał wyższy z nich.
    - Nie spodziewałem się usłyszeć tego od ciebie. Przedtem byś się wściekł, że jakieś dziwne rzeczy każe ci dawać. Dojrzałeś trochę.
    - Jakby nie patrzeć za kilka dni skończę osiemnaście lat. Kiedyś dorosnąć trzeba.
    - Święta racja. Więc chodźmy mój prawie dorosły kolego.
    Oboje się uśmiechnęli i skierowali się w stronę samochodu.

***

    - Łukasz… chciałbym się od ciebie czegoś dowiedzieć.
    Wujek chłopaka zaczął rozmowę po długiej ciszy w trakcie jazdy. Powoli zbliżali się do mieszkania.
    - Słucham?
    - Czy ty się czegoś boisz?
    Pytanie mężczyzny zaskoczyło bruneta. Nie bardzo wiedział o co może chodzić.
    - Każdy się czegoś boi przecież, więc ja również.
    - W takim razie czego się boisz?
    „Czy on coś wie? Jeśli tak, to po co te podchody…” pomyślał Łukasz i zaczął się zastanawiać co może odpowiedzieć.
    - Nie za bardzo wiem, co mam ci odpowiedzieć wujku. Być może boję się śmierci. Ale nie swojej, ale bliskich mi osób.
    Nigdy wcześniej nie zastanawiał się nad tym. Owszem, aktualnie dzieją się wokół niego rzeczy, które go przerażają, jednak jest to inny rodzaj strachu. A on nadal pamiętał jaką odczuł stratę po śmierci jego rodziców, nawet pomimo niechęci do ich metod wychowawczych. Gdyby miał stracić kogoś jeszcze…
    - Czyli mam na siebie bardziej uważać?
    - No raczej tak.
    - To kiepsko.
    - Hmm? Co masz na myśli?
    - Widzisz… nasza sytuacja jest dość specyficzna. Ja nie jestem z tobą spokrewniony, bardziej Zosia. Mimo tego ty wybrałeś mnie, bym się tobą zajmował do czasu twojej pełnoletniości. I nie ukrywam, że przez ten rok od kiedy zamieszkałeś u nas strasznie się z Tobą zżyłem. Mogę nawet powiedzieć, że traktuję cię wręcz jak własnego syna, którego niestety nie było mi dane mieć. I jeśli kiedykolwiek miałaby ci się stać krzywda, to ja wolałbym zająć twoje miejsce.
    Słowa mężczyzny odbijały się echem w głowie bruneta. Chłopak nie wiedział, co ma powiedzieć, więc milczał aż dotarli do domu. Gdy wysiedli z samochodu w końcu się odezwał.
    - Wujku… dziękuję.
    - Nie ma za co młody. Nie ma za co.
    Wcześniejsza, beztroska atmosfera wróciła. Jeszcze przez jakiś czas rozmawiali podczas kolacji, po czym rozeszli się do łóżek. Łukasz z niechęcią wszedł do pokoju, który wyglądał normalnie. Jednak dla chłopaka normalny już nie był, jednak nie miał innego wyjścia jak w nim zostać. Spakował książki do plecaka, wziął prysznic i położył się wiedząc, że czeka go kolejna niespokojna noc. Gdy zamknął oczy usłyszał dźwięk smsa. Widząc kto jest nadawcą brunet uśmiechnął się do ekranu. Pisał z Rozalią dopóki obojga nie dopadła senność. Po długim żegnaniu się, zasnął.

1 komentarz:

  1. Hmmm, muszę przyznać, że to jest najlepsze opowiadanie jakie do tej pory czytałem, mimo bardzo nielicznych błędów - czy to logicznych, czy to składniowych - historia bardzo wciąga i aż nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń