piątek, 6 kwietnia 2018

Hubert


Ciężko się wraca do czegoś co zaczęło się pisać 2 lata temu. Przepraszam wszystkich, którym możliwie się początek spodobał za tak długą zwłokę. Mam nadzieję, że tak długich przerw nie będzie już (a przynajmniej nie w trakcie trwania pisania).
Rozdział jest krótki (bo trochę wyszłam z wprawy), ale kolejny pojawi się niedługo.
Zapraszam do czytania :)


 _______________________________________________________


          Nie spodziewałem się nadania imienia. Anita mi nigdy żadnego nie dała, zawsze byłem po prostu misiem. Zastanawiałem się też dlaczego ci ludzie dali mnie jako pluszaka dziecku. Po tylu latach nie wyglądałem najlepiej, a ta dziewczynka mimo wszystko uśmiechała się do mnie.
Siedziałem na jej kolanach w kompletnej ciszy, gdy ona wpatrywała się we mnie najwyraźniej o czymś myśląc intensywnie, bo zabawnie marszczyła czoło i zacisnęła usta w wąską linię. Nie wiedziałem, że małe dziecko może tak długo być cicho nie śpiąc. „Matka” zawsze mi mówiła, że dzieci są aż za bardzo radosne, krzykliwe, nieznośne i mają tendencje do niszczenia różnych rzeczy. Czy powinienem się bać o moje pluszowe ja?

„No dobrze…”

          Odezwała się w końcu a dziwny wyraz twarzy zamienił się w radosną ekspresję.

„Zostaniesz moim cichym przyjacielem, ale pamiętaj. Cokolwiek ci powiem nie możesz nikomu powiedzieć okej?”

          Gdybym mógł się śmiać właśnie bym to zrobił. To dziecko traktowało mnie jakbym był człowiekiem. Nie miałem jak jej odpowiedzieć  z czego zdawała sobie sprawę, bo od razu przeszła do sedna.

„Bo widzisz… parę dni temu poszłam do szkoły pierwszy raz i tak strasznie się bałam. Dużo chorowałam jak byłam młodsza i spędzałam czasem wiele miesięcy w szpitalu, więc rodzice nie pozwolili mi wcześniej do niej iść. Teraz pan doktor powiedział, że jest dużo lepiej i teraz mogę już chodzić do szkoły. I nie tylko do szkoły. Mama często mnie zabiera do parku na spacer. Bardzo lubię spacery…”

          Dziewczynka mówiła z przejęciem o wszystkim co przyszło jej do głowy. Tak jakby nigdy nie miała okazji z kimkolwiek odbyć takiej rozmowy. Technicznie rzecz biorąc to także nie była rozmowa, bo ja nie mogłem mówić, a ona udawała, że nie jestem tylko pluszowym misiem. Dzięki temu jednak byłem w stanie poznać trochę środowisko, w którym się znalazłem i w którym jak się okazuje będę teraz mieszkał.

          Milena opowiadała mi o wszystkim. O swojej chorobie, która ciągnęła się przez lata, o szkole, o tym, że jest szczęśliwa mimo tego, że nie ma za dużo znajomych, bo jej rodzina bardzo ją kocha. I ona także ich kocha. Byłem zdziwiony za każdym razem kiedy zaczynała kolejny temat, bo jej dojrzałość w zrozumieniu tego co się wokół niej dzieje na pewno nie należała do ośmioletniego dziecka. Nauczyciel który ją uczył przez te wszystkie lata odwalił kawał dobrej roboty.

„Milena, kochanie! Chodź na kolację!”

          Dziewczynka z uśmiechem poderwała się z łóżka i skierowała się w stronę drzwi. Zatrzymała się jednak, odwróciła i zabrała mnie ze sobą z uśmiechem na twarzy.

„Idziesz ze mną. Musisz zobaczyć gdzie mieszkasz prawda?”

          Zacząłem się zastanawiać, czy ta dziewczynka wyczuwa we mnie jakąś obecność. Było dla mnie dziwne, że nie traktuje mnie jak zwykłego pluszaka. Z całej mojej wiedzy wynikało, że taka byłaby normalna reakcja każdego dziecka. Jednak byłem jej wdzięczny. Byłem zmęczony ciągłą pustką.

„Skarbie… skąd masz tego misia?”

          Kobieta stojąca przy stole i rozkładająca sztućce patrzyła ze zdziwieniem na mnie kiedy dziewczynka weszła do kuchni ze mną na rękach.

„No nie…”

          Mężczyzna, którego pamiętałem z kłótni przy kominku wstał i podszedł do Mileny.

„Mówiłem Bartkowi, że ma sobie dać spokój. Nie będzie tego w moim domu!”

         Zostałem wyszarpnięty z rąk dziewczynki. O mało nie wylądowałem w śmietniku, gdy dwie małe dłonie ponownie mnie złapały i przytuliły mocno do siebie.

„Co robisz tato? To prezent od wujka i cioci! I mój przyjaciel. Nie chcę żebyś go wyrzucał!”
„Przyjaciel? Przecież do stara dziwna zabawka..”
„Hubert nie jest dziwny! Jest wyjątkowy!”

          Milena zaczęła płakać, więc kobieta podeszła do niej i mocno ją przytuliła głaszcząc po głowie.

„Jacek, o co chodzi z tym misiem? Dziwnie się zachowujesz.”

          Mężczyzna westchnął i usiadł przy stole. Zasłonił twarz w rękach po czym znowu westchnął i spojrzał na mnie.

„Ostatnio z Bartkiem i Roksaną robiliśmy coś razem w pewnym miejscu i Roksana znalazła tego miśka… Jest dla mnie dziwny i trochę mnie niepokoi… przez owe miejsce. Ma wszyte drewno w środku… Poza tym jest stary. Nie chciałem żeby nasza księżniczka dostała takie coś…”
„Skoro Milenka go lubi to chyba nie jest jednak tak źle, nie uważasz?”

          Kobieta jeszcze raz pogłaskała dziewczynkę po czym odeszła od niej i pokazała jej miejsce przy stole.

„Nie ma powodu robić afery z powodu misia. Myślałam, że naprawdę coś się stało. Chodź skarbie, zjedz coś. Tatuś nie chciał na ciebie krzyczeć. Miś też może z nami zjeść jeśli chcesz.”

          Milena pokiwała głową wycierając pojedyncze łzy z oczu i podeszła do stołu. Kolacja minęła w ciszy podczas gdy ja byłem cały czas obserwowany przez owego Jacka. Coś mi się wydaje, że nie będzie tu tak kolorowo jak myślałem. Przynajmniej nie dla mnie.

1 komentarz:

  1. D͈̤̣͙͜o͓͖̳̥̔̈̈s̱̫̫̲ͨͧ͋k̘͍̳̺̥̻̅ͩ̉̇̽̄̋ö̥̪̺̪̬̖́ͫ̏ͯ̄̒n̡̦̗̣̭̳̄̌ä̟͠ł̟̦͉̈́͊͠e̳̝͓̫̱̥ͩ̏̐ͥ̊

    OdpowiedzUsuń