Ciężko się wraca do czegoś co zaczęło się pisać 2 lata temu. Przepraszam wszystkich, którym możliwie się początek spodobał za tak długą zwłokę. Mam nadzieję, że tak długich przerw nie będzie już (a przynajmniej nie w trakcie trwania pisania).
Rozdział jest krótki (bo trochę wyszłam z wprawy), ale kolejny pojawi się niedługo.
Zapraszam do czytania :)
_______________________________________________________
Nie spodziewałem
się nadania imienia. Anita mi nigdy żadnego nie dała, zawsze byłem po prostu
misiem. Zastanawiałem się też dlaczego ci ludzie dali mnie jako pluszaka
dziecku. Po tylu latach nie wyglądałem najlepiej, a ta dziewczynka mimo
wszystko uśmiechała się do mnie.
Siedziałem
na jej kolanach w kompletnej ciszy, gdy ona wpatrywała się we mnie najwyraźniej
o czymś myśląc intensywnie, bo zabawnie marszczyła czoło i zacisnęła usta w
wąską linię. Nie wiedziałem, że małe dziecko może tak długo być cicho nie
śpiąc. „Matka” zawsze mi mówiła, że dzieci są aż za bardzo radosne, krzykliwe,
nieznośne i mają tendencje do niszczenia różnych rzeczy. Czy powinienem się bać
o moje pluszowe ja?
„No
dobrze…”
Odezwała
się w końcu a dziwny wyraz twarzy zamienił się w radosną ekspresję.
„Zostaniesz
moim cichym przyjacielem, ale pamiętaj. Cokolwiek ci powiem nie możesz nikomu
powiedzieć okej?”
Gdybym
mógł się śmiać właśnie bym to zrobił. To dziecko traktowało mnie jakbym był
człowiekiem. Nie miałem jak jej odpowiedzieć z czego zdawała sobie sprawę, bo od razu
przeszła do sedna.
„Bo
widzisz… parę dni temu poszłam do szkoły pierwszy raz i tak strasznie się
bałam. Dużo chorowałam jak byłam młodsza i spędzałam czasem wiele miesięcy w
szpitalu, więc rodzice nie pozwolili mi wcześniej do niej iść. Teraz pan doktor
powiedział, że jest dużo lepiej i teraz mogę już chodzić do szkoły. I nie tylko
do szkoły. Mama często mnie zabiera do parku na spacer. Bardzo lubię spacery…”
Dziewczynka
mówiła z przejęciem o wszystkim co przyszło jej do głowy. Tak jakby nigdy nie
miała okazji z kimkolwiek odbyć takiej rozmowy. Technicznie rzecz biorąc to
także nie była rozmowa, bo ja nie mogłem mówić, a ona udawała, że nie jestem
tylko pluszowym misiem. Dzięki temu jednak byłem w stanie poznać trochę
środowisko, w którym się znalazłem i w którym jak się okazuje będę teraz
mieszkał.
Milena
opowiadała mi o wszystkim. O swojej chorobie, która ciągnęła się przez lata, o
szkole, o tym, że jest szczęśliwa mimo tego, że nie ma za dużo znajomych, bo
jej rodzina bardzo ją kocha. I ona także ich kocha. Byłem zdziwiony za każdym
razem kiedy zaczynała kolejny temat, bo jej dojrzałość w zrozumieniu tego co się
wokół niej dzieje na pewno nie należała do ośmioletniego dziecka. Nauczyciel
który ją uczył przez te wszystkie lata odwalił kawał dobrej roboty.
„Milena,
kochanie! Chodź na kolację!”
Dziewczynka
z uśmiechem poderwała się z łóżka i skierowała się w stronę drzwi. Zatrzymała się
jednak, odwróciła i zabrała mnie ze sobą z uśmiechem na twarzy.
„Idziesz
ze mną. Musisz zobaczyć gdzie mieszkasz prawda?”
Zacząłem
się zastanawiać, czy ta dziewczynka wyczuwa we mnie jakąś obecność. Było dla
mnie dziwne, że nie traktuje mnie jak zwykłego pluszaka. Z całej mojej wiedzy
wynikało, że taka byłaby normalna reakcja każdego dziecka. Jednak byłem jej
wdzięczny. Byłem zmęczony ciągłą pustką.
„Skarbie…
skąd masz tego misia?”
Kobieta
stojąca przy stole i rozkładająca sztućce patrzyła ze zdziwieniem na mnie kiedy
dziewczynka weszła do kuchni ze mną na rękach.
„No nie…”
Mężczyzna,
którego pamiętałem z kłótni przy kominku wstał i podszedł do Mileny.
„Mówiłem
Bartkowi, że ma sobie dać spokój. Nie będzie tego w moim domu!”
Zostałem
wyszarpnięty z rąk dziewczynki. O mało nie wylądowałem w śmietniku, gdy dwie
małe dłonie ponownie mnie złapały i przytuliły mocno do siebie.
„Co
robisz tato? To prezent od wujka i cioci! I mój przyjaciel. Nie chcę żebyś go
wyrzucał!”
„Przyjaciel?
Przecież do stara dziwna zabawka..”
„Hubert
nie jest dziwny! Jest wyjątkowy!”
Milena
zaczęła płakać, więc kobieta podeszła do niej i mocno ją przytuliła głaszcząc
po głowie.
„Jacek,
o co chodzi z tym misiem? Dziwnie się zachowujesz.”
Mężczyzna
westchnął i usiadł przy stole. Zasłonił twarz w rękach po czym znowu westchnął
i spojrzał na mnie.
„Ostatnio
z Bartkiem i Roksaną robiliśmy coś razem w pewnym miejscu i Roksana znalazła
tego miśka… Jest dla mnie dziwny i trochę mnie niepokoi… przez owe miejsce. Ma
wszyte drewno w środku… Poza tym jest stary. Nie chciałem żeby nasza księżniczka
dostała takie coś…”
„Skoro
Milenka go lubi to chyba nie jest jednak tak źle, nie uważasz?”
Kobieta
jeszcze raz pogłaskała dziewczynkę po czym odeszła od niej i pokazała jej
miejsce przy stole.
„Nie ma
powodu robić afery z powodu misia. Myślałam, że naprawdę coś się stało. Chodź
skarbie, zjedz coś. Tatuś nie chciał na ciebie krzyczeć. Miś też może z nami
zjeść jeśli chcesz.”
Milena
pokiwała głową wycierając pojedyncze łzy z oczu i podeszła do stołu. Kolacja
minęła w ciszy podczas gdy ja byłem cały czas obserwowany przez owego Jacka. Coś
mi się wydaje, że nie będzie tu tak kolorowo jak myślałem. Przynajmniej nie dla
mnie.
D͈̤̣͙͜o͓͖̳̥̔̈̈s̱̫̫̲ͨͧ͋k̘͍̳̺̥̻̅ͩ̉̇̽̄̋ö̥̪̺̪̬̖́ͫ̏ͯ̄̒n̡̦̗̣̭̳̄̌ä̟͠ł̟̦͉̈́͊͠e̳̝͓̫̱̥ͩ̏̐ͥ̊
OdpowiedzUsuń