Witam wszystkich po dość długiej przerwie. Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że ten rozdział jest bezpośrednią kontynuacją poprzedniego, jednak opowiada o innym dniu, dlatego sen jest opisany trochę później ( i sam rozdział zaczyna się dość dziwnie).
Ten rozdzialik może mieć masę błędów, mimo, że starałam się ich unikać. Gdybyście jednak takowe zauważyli prosiłabym o sprostowanie :)
Również bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, które pojawiły się do tej pory. Naprawdę mi one pomagają i cieszę się, że ktokolwiek zostawia po sobie jakikolwiek ślad obecności. To, że ktoś czyta to co piszę naprawdę daje dużą radość.
Nie przedłużając chciałabym jeszcze życzyć wam Wesołych Świąt i zapraszam do czytania :)
_______________________________________________
Nic się nie
wydarzyło. Mimo, że kilkadziesiąt wielkich ptaków przeleciało nad ich głowami
żadne z czarnych kształtów nic im nie zrobiło. Poczuli jedynie podmuch wielu
skrzydeł. To jednak wystarczyło żeby oboje nastolatków zastygło w bezruchu w
obawie przed krukami. Łukasz nie był zadowolony z faktu, że przestraszył się
zwykłych ptaków, jednak przestał o tym myśleć czując jak dłoń Rozalii lekko
zaciska się na jego ramieniu. Ona również się bała.
- Te ptaki… nie są
normalne.
Łukasz usłyszał
lekko drżący głos dziewczyny i spojrzał na nią.
- To znaczy?
- Kruki nie
występują w tak dużych grupach… poza tym w życiu nie widziałam kruka z…
zielonymi oczami…
Tu chłopak musiał
przyznać brunetce rację. Wiedział, że cała ta sytuacja nie należy do tych
uważanych za normalne, mimo tego starał się nie myśleć o ptakach jako o czymś
dziwnym. Wystarczyło mu, że w ostatnim czasie dużo niewyjaśnionych rzeczy mu się przytrafiało.
- Na szczęście
sobie poleciały.
Łukasz starał się
jakoś poprawić atmosferę. Nie chciał żeby coś zepsuło to spotkanie. I tak oboje
dużo ryzykowali.
- Jeśli chcesz
możemy pójść gdzieś in..
Urwał w pół słowa
gdy spojrzał na Rozalię. Dziewczyna była wpatrzona w okrągłą tarczę księżyca,
najwyraźniej o czymś myślała. Jej czarne włosy lekko odchylały się do tyłu pod
wpływem delikatnego wiatru odsłaniając bladą cerę, która przez
księżycowe światło wydawała się promienieć. „Piękna”, pomyślał Łukasz widząc brunetkę w
tym momencie i nie myśląc zbyt wiele o tym co robi dotknął jej policzka.
Dziewczyna otrząsnęła się z rozmyślań i spojrzała na chłopaka. Była zaskoczona
gestem Łukasza jednak uśmiechnęła się do niego i wtuliła swoją twarz w jego
dłoń.
- Może po prostu
się gdzieś przejdziemy? Nie mam zbyt dużo czasu niestety. Mojej mamie może
przyjść do głowy sprawdzenie czy śpię.
Brunet poczuł na
karku dziwne uczucie. Nie spodobało mu się ono jednak zignorował je i
uśmiechnął się.
- W porządku, więc
chodźmy.
Ujął jej dłoń po
czym skierowali się ku wyjściu z parku.
***
Długo rozmawiali o
mniej lub bardziej ważnych sprawach, cały czas trzymając się za ręce. Gdy
nadszedł czas rozstania Łukasz odprowadził Rozalię pod sam dom, lecz jeszcze
przez jakiś czas stali w ciszy patrząc na siebie, po czym chłopak delikatnie
odgarnął kosmyki brunetki za ucho. Przybliżył się do niej i lekko ją objął, na
co ona zareagowała tak samo, nieśmiało wtulając się w niego. Gdy odsunęli się
od siebie, dziewczyna zauważyła zapalające się światło w oknie swojego domu.
- Muszę iść.
- Nie chcę żebyś
szła.
- Ja też nie chcę
iść, ale muszę. Do zobaczenia.
To mówiąc brunetka
przeskoczyła przez płot i szybkim krokiem przemknęła za budynek, co chwilę
odwracając się w stronę chłopaka. Łukasz, gdy Rozalia zniknęła mu z oczu, skierował
swoje kroki w stronę własnego mieszkania. Dziwne uczucie, które miał już
wcześniej, teraz pojawiło się ze zdwojoną siłą, dlatego chłopak przyspieszył
kroku. Gdy dotarł do celu ogarnęło go niesamowite uczucie senności, więc
natychmiast położył się do łóżka zostawiając lekko uchylone okno. Zasnął niemal
od razu.
***
Szedł przez ciemny las, co chwilę słysząc za
sobą jakiś dziwny szelest. Gdy się odwrócił nic nie zobaczył, więc szedł dalej.
Po dłuższym krążeniu bez celu coś wyskoczyło mu przed twarz. Odskoczył w bok,
przez co wpadł do głębokiego dołu pełnego pająków. Natychmiast odsunął się od
błotnistych ścian z odrazą, lecz po chwili zaczął obserwować zachowanie
stworzeń. Te w pośpiechu pięły się w kierunku wylotu dziury najwyraźniej czegoś
się bojąc. Zaczęło padać, a niebo przeszył grzmot. Nad chłopakiem pojawiła się
ciemna postać o zielonych oczach i z szyderczym uśmiechem na ustach.
Nastolatek bezskutecznie próbował się wydostać, śliskie ściany uniemożliwiały mu
to. Po jakimś czasie dół zaczął systematycznie napełniać się ziemią.
***
Zerwał się ze snu
dysząc ciężko, brakowało mu tchu. Ten sen był aż nazbyt realny. Łukasz podniósł
się do siadu i spojrzał na zegarek. Widząc na jego tarczy godzinę ósmą opadł z
powrotem na poduszkę i zasłonił oczy dłonią. Starał się wyrzucić z głowy
koszmar zastępując go myślami o nocnym spotkaniu, jednak przychodziło mu to z
niemałym trudem. Po chwili jakiś szelest zainteresował chłopaka, kierując jego
uwagę na biurko naprzeciw łóżka. Na drewnianym blacie znajdował się miś
otoczony dziwną, zieloną poświatą, który ciągnął za sobą martwego ptaka. Gdy
pluszak zorientował się, że jest obserwowany poświata zniknęła, a sama zabawka
opadła bezwładnie na drewno.
- Ja chyba jeszcze
śpię…
Powiedział do
siebie brunet, zarówno zdziwiony jak i przerażony tym, co zobaczył. Owego
pluszaka dostał dzień po wypadku jego rodziców, jednak od razu go wyrzucił. I
robił to jeszcze kilkakrotnie, gdyż miś dziwnym sposobem zawsze do niego
wracał. W końcu schował go gdzieś żeby nie musieć go oglądać, a w dzień
przeprowadzki po prostu zostawił go w poprzednim domu. Teraz nie mógł uwierzyć,
że zabawka po raz kolejny znalazła się w jego posiadaniu, mimo, że wcale tego
nie chciał. Chłopak poszedł do łazienki, zabrał kawałek papieru i podszedł do
biurka. Przyjrzał się ptakowi. Był mały i całkiem czarny, Na swoim ciele miał niezliczoną ilość dziur, jakby został kilkakrotnie czymś przekłuty. Łukasz nigdy nie spotkał się z tego typu
gatunkiem, jednak nie zamierzał zawracać sobie głowy rozmyślaniami nad
przynależnością gatunkową padliny. Wziął zdechłe stworzenie na ręce i zawinął w
papier, po czym wyszedł z pokoju i jak w transie wyrzucił stworzenie do
kuchennego kosza na śmieci. Miał dziwne wrażenie, że nie powinien wyrzucać go
na zewnątrz chociaż nie miał pojęcia czemu tak sądzi. Gdy mył ręce po
poprzedniej czynności do pomieszczenia wszedł jego wujek.
- Hej młody. Coś
mizernie wyglądasz. Coś się stało?
W głosie mężczyzny
słychać było przejęcie.
- Mówi to osoba,
która po nocce wygląda jak zombie.
Chłopak uśmiechnął
się niemrawo, ale widział, że jego rozmówcy to nie przekonuje. „Jeśli mu powiem
prawdę, co się dzieje to mi nie uwierzy. Albo nie daj Boże uwierzy i mnie
odeśle do ciotki” myślał. Wytarł dłonie i oparł się o blat.
- Wczoraj wieczorem
oglądałem horror w telewizji i był tak dobry, że dziś miałem koszmary. Nie
wyspałem się, więc wyglądam jak wyglądam.
- Czyli tak jak ja?
- Czyli tak jak ty.
Oboje zaśmiali się
pod nosem.
- Dobra. W takim
razie ja zamierzam się położyć i odpocząć, bo naprawdę chyba umrę i stanę się
zombie. Ty też spróbuj jeszcze zasnąć, bo potem cię wyciągam na miasto.
- Pamiętam,
pamiętam.
Brunet uśmiechnął
się do wujka, po czym odprowadził go wzrokiem. Sam poszedł do swojego pokoju
nie mając ani trochę ochoty na sen. Przebrał się, zabrał telefon i wyszedł z
pomieszczenia, przedtem zauważając jeszcze, że miś zniknął. Usiadł na kanapie w
salonie i napisał do Rozalii.
-
Hej. Jak się spało?
-
Hej. Kiepsko, znów śniły mi się jakieś dziwne rzeczy. A Tobie?
-
Też źle. Do tego miałem niespodziewanego gościa.
-
Gościa?
Podczas nocnej rozmowy mówili sobie rożne rzeczy. Łukasz
dowiedział się jak bardzo ich sytuacje życiowe są do siebie podobne, co jeszcze
bardziej zbliżyło ich do siebie. Wiedział, że może powiedzieć jej dużo, nawet
bardzo dużo i był pewny, że ona mu uwierzy.
-
Tak… Coś przyniosło mi rano martwego ptaka…
-
To „coś” było otoczone czymś zielonym?
-
Skąd wiesz? Ty też dostałaś taką niemiłą niespodziankę?
-
Nie, ale widziałam to „coś” dziś rano zaraz jak się obudziłam. Wyszło przez
okno…
-
Nieciekawie. Z mojego pokoju też zniknęło… chyba. Nigdy nie myślałem, że będę
bał się misia, a tu proszę, jakie zaskoczenie.
-
Misia? Moje „coś” też jest misiem…
-
To się robi coraz dziwniejsze… Niby dlaczego przyczepił się do naszej dwójki?
-
Nie mam pojęcia, ale może to ma jakiś związek z tym, że niektóre osoby z
naszych rodzin strzegą nas jak oka w głowie…
-
Tak myślisz?
-
Tak. Kompletnie nie rozumiem całej tej sytuacji i coraz bardziej się boję, ale
wiem też, że od kiedy pamiętam moi rodzice panicznie się bali jakichkolwiek
zmian. Mam tego dosyć, bo z każdym dniem jest coraz gorzej. Im bliżej moich
urodzin, tym bardziej moja matka panikuje. Wczoraj o mało mnie nie przyłapała
jak wchodziłam przez okno. Ale było warto zaryzykować :)
- Cieszę
się, że tak myślisz… ale coś musimy zrobić z tymi dziwnymi zdarzeniami. Inaczej
niedługo oboje zejdziemy na zawał ze strachu przed sałatą, bo zielona.
-
Hahaha, raczej aż tak źle nie będzie, ale fakt coś trzeba zrobić… Muszę
kończyć, mama mi się zaczęła przyglądać. Napiszę później. Papa :)
-
Papa ;)
Łukasz siedział jeszcze przez chwilę uśmiechając się do
telefonu po czym wstał i poszedł do kuchni. Zjadł na spokojnie śniadanie i
zaczął zmywać naczynia. Gdy wycierał talerze spojrzał w okno. Na parapecie
siedział kruk i przyglądał mu się szmaragdowymi ślepiami. Przestraszony chłopak
wypuścił z ręki talerz, jednak w porę się opanował i zdążył go złapać. Gdy
ponownie zerknął w stronę okna, ptaka już nie było.
- No dajcie spokój…
Wpadam w paranoję.
Jęknął cicho, po
czym wyszedł z pomieszczenia. Włączył telewizję i wszystkimi siłami starał się
na niej skupić.
***
- To co młody,
idziemy?
- Gdzie?
Brunet
nieprzytomnym wzrokiem spojrzał na swojego opiekuna, po czym przypomniał sobie
o obietnicy wujka.
- Aaa tak, tak,
idziemy. Która jest godzina?
- Zaraz piętnasta.
Gdzie żeś tak odleciał?
- Na Marsa.
Tamtejsze powietrze mi zaszkodziło.
Mężczyzna zaśmiał
się i rozczochrał włosy nastolatka.
- To wróć na Ziemię
i się ubieraj. Obiad zjemy w jakiejś knajpce.
- Brzmi fajnie. Już
się zbieram.
Chwilę później obaj
siedzieli w samochodzie.
***
Te kilka godzin
minęło im bardzo szybko. Zjedli obiad, byli w kinie i w paru jeszcze miejscach,
aż trafili na jakiś zatłoczony targ. Ludzie podążali w przeróżne strony
powodując niewiarygodny ścisk, jednak właśnie w tym miejscu była pewna rzecz,
którą mężczyzna chciał kupić swojemu siostrzeńcowi. Gdy przechodzili przez
jedną z uliczek rozdzielili się mimo, że starali się trzymać razem. Po
piętnastu minutach bezowocnego szukania Łukasz wydostał się z tłumu w
poszukiwaniu zasięgu telefonu. Kiedy nareszcie takowy znalazł, zadzwonił do
swojego wujka.
- „Gdzie jesteś?”
- „Łukasz… nareszcie.
Musisz mi pomóc.”
- „Co się stało?”
- „Powiem ci jak
się spotkamy. Niedaleko targu jest świeżo rozpoczęta budowa. Mógłbyś tam
przyjść?”
- „Ok., zaraz będę”
Po tych słowach
brunet rozłączył się i pobiegł w kierunku, w którym widział wspomnianą przez
mężczyznę budowę. Gdy tam dotarł usłyszał wołanie z jakiegoś wykopu. Na jego
dnie stał wujek Łukasza. Do otworu stopniowo wsypywał się piasek, więc chłopak
szybko ruszył na pomoc swojemu opiekunowi. Gdy udało mu się go wyciągnąć
pierwszym, co usłyszał było:
- Dzięki młody.
Myślałem, że zostanę tam żywcem pogrzebany.
Chłopak zbladł.
Było to widać nawet pomimo jego i tak już bladej cery. Przypomniał mu się jego
sen.
- Ej co jest? Nie
martw się. Jak widzisz nic mi nie jest. Na szczęście nic sobie nie zrobiłem gdy
tam wpadłem.
- Co w ogóle tu
robiłeś?
- A wiesz. Kupiłem
ci coś, bo Zosia mnie prosiła, ale potem zorientowałem się, że cię nie ma. Zauważyłem
cię w tłumie i poszedłem za tobą, ale się okazało, że to nie ty. I tak
znalazłem się tutaj. A jak zawracałem to jakieś ptaszysko przeleciało mi przed
nosem, potknąłem się i wpadłem do tego wykopu. Ech, ja i moje szczęście. Przez
to wszystko zgubiłem twój prezent.
- A co to było?
- Taki tam… niby
talizman czy coś. Zosia mówiła, że dobre na koszmary. Może jeszcze uda mi się
kupić inny.
- Nie trzeba…
wujku.
Chłopak nie chciał
żeby coś jeszcze się wydarzyło, więc złapał mężczyznę za rękę i starał się
uśmiechnąć.
- Naprawdę nie
trzeba. Wracajmy już do domu, robi się późno.
- Ok… tylko co ja
Zośce powiem.
- Powiedz cioci, że
bardzo się cieszę, że o mnie myśli i jestem jej za to wdzięczny. Powinno
wystarczyć.
Po tych słowach
nastała chwila ciszy, którą przerwał wyższy z nich.
- Nie spodziewałem
się usłyszeć tego od ciebie. Przedtem byś się wściekł, że jakieś dziwne rzeczy
każe ci dawać. Dojrzałeś trochę.
- Jakby nie patrzeć
za kilka dni skończę osiemnaście lat. Kiedyś dorosnąć trzeba.
- Święta racja.
Więc chodźmy mój prawie dorosły kolego.
Oboje się uśmiechnęli
i skierowali się w stronę samochodu.
***
- Łukasz… chciałbym
się od ciebie czegoś dowiedzieć.
Wujek chłopaka
zaczął rozmowę po długiej ciszy w trakcie jazdy. Powoli zbliżali się do
mieszkania.
- Słucham?
- Czy ty się czegoś
boisz?
Pytanie mężczyzny
zaskoczyło bruneta. Nie bardzo wiedział o co może chodzić.
- Każdy się czegoś
boi przecież, więc ja również.
- W takim razie
czego się boisz?
„Czy on coś wie?
Jeśli tak, to po co te podchody…” pomyślał Łukasz i zaczął się zastanawiać co
może odpowiedzieć.
- Nie za bardzo
wiem, co mam ci odpowiedzieć wujku. Być może boję się śmierci. Ale nie swojej,
ale bliskich mi osób.
Nigdy wcześniej nie zastanawiał się nad tym. Owszem, aktualnie
dzieją się wokół niego rzeczy, które go przerażają, jednak jest to inny rodzaj
strachu. A on nadal pamiętał jaką odczuł stratę po śmierci jego rodziców, nawet
pomimo niechęci do ich metod wychowawczych. Gdyby miał stracić kogoś jeszcze…
- Czyli mam na
siebie bardziej uważać?
- No raczej tak.
- To kiepsko.
- Hmm? Co masz na
myśli?
- Widzisz… nasza
sytuacja jest dość specyficzna. Ja nie jestem z tobą spokrewniony, bardziej
Zosia. Mimo tego ty wybrałeś mnie, bym się tobą zajmował do czasu twojej
pełnoletniości. I nie ukrywam, że przez ten rok od kiedy zamieszkałeś u nas
strasznie się z Tobą zżyłem. Mogę nawet powiedzieć, że traktuję cię wręcz jak
własnego syna, którego niestety nie było mi dane mieć. I jeśli kiedykolwiek
miałaby ci się stać krzywda, to ja wolałbym zająć twoje miejsce.
Słowa mężczyzny
odbijały się echem w głowie bruneta. Chłopak nie wiedział, co ma powiedzieć, więc
milczał aż dotarli do domu. Gdy wysiedli z samochodu w końcu się odezwał.
- Wujku… dziękuję.
- Nie ma za co
młody. Nie ma za co.
Wcześniejsza,
beztroska atmosfera wróciła. Jeszcze przez jakiś czas rozmawiali podczas
kolacji, po czym rozeszli się do łóżek. Łukasz z niechęcią wszedł do pokoju,
który wyglądał normalnie. Jednak dla chłopaka normalny już nie był, jednak nie
miał innego wyjścia jak w nim zostać. Spakował książki do plecaka, wziął
prysznic i położył się wiedząc, że czeka go kolejna niespokojna noc. Gdy
zamknął oczy usłyszał dźwięk smsa. Widząc kto jest nadawcą brunet uśmiechnął
się do ekranu. Pisał z Rozalią dopóki obojga nie dopadła senność. Po długim
żegnaniu się, zasnął.
Hmmm, muszę przyznać, że to jest najlepsze opowiadanie jakie do tej pory czytałem, mimo bardzo nielicznych błędów - czy to logicznych, czy to składniowych - historia bardzo wciąga i aż nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam. :)