***
Łukasz otworzył oczy. Nie spodziewał się tak spokojnego snu. Prawie nie mógł zaliczyć go do koszmaru. No właśnie, prawie. Cała sytuacja nie dawała mu spokoju. Idąc za przykładem wczorajszego dnia brunet wolał nie ryzykować bagatelizowania obrazów, które mu się śnią. Zaczął się zastanawiać, co to wszystko mogło znaczyć, gdy usłyszał pukanie do drzwi.
- No cześć śpiąca królewno, spóźnisz się do szkoły jak zaraz nie wstaniesz.
Chłopak spojrzał na zegarek. Rzeczywiście mógł się spóźnić, skoro była siódma czterdzieści.
- O cholera!
- To ty się szykuj, a ja ci zrobię jakieś kanapki.
Po tych słowach mężczyzna wyszedł, a Łukasz błyskawicznie zaczął się szykować. Gdy ogarnął się w stopniu dla siebie zadowalającym sięgnął po telefon. Po drodze do kuchni przeczytał trzy wiadomości od Rozalii, która jak się okazało już dawno wyszła do szkoły. Zjadł coś jak najszybciej się ubierając i wyleciał z domu jak z procy w akompaniamencie śmiechu swojego wujka. Biegnąc na lekcje co chwilę patrzył na zegarek. Zostało mu pięć minut.
Zastanawiał się jak to się stało, że obudził się tak późno. Wcześniej bił rekordy wczesnego wstawania, bo nie mógł spać budzony koszmarami, a teraz proszę, biegnie jak głupi żeby zdążyć. A wiedział, że na geografię lepiej się nie spóźniać. Zdążył się tego dowiedzieć już pierwszego dnia, gdy nauczycielka tego przedmiotu zrobiła mu niezły wykład, bo się spóźnił.
Wbiegł zdyszany do klasy, gdy niestety zajęcia już się rozpoczęły. Szybko przywitał się z nauczycielką i przeprosił ją, obserwowany przez kilkanaście par zdziwionych oczu. Widział jak Jowita śmieje się pod nosem, ale tym co bardziej go interesowało było miejsce siedzenia Rozalii. Gdy zauważył brunetkę od razu się do niej przysiadł puszczając szepty w klasie mimo uszu. Gdy nauczycielka wstała i stanęła przy tablicy nastała wręcz grobowa cisza.
***
- No, no, widzę, że dogadujecie się baaaardzo dobrze.
Po zakończeniu lekcji do dwójki czarnowłosych podbiegła Jowita z szerokim uśmiechem na ustach.
- Jak widać.
Chłopak uśmiechnął się i wziął Rozalię za rękę, na co brunetka opuściła głowę zawstydzona, ale uśmiechnęła się.
- Aaa to już wiem czemu Roza nie chciała mi nic powiedzieć dziś rano. A ty czemu tak późno przyszedłeś?
- Zaspałem. Co jest aż dziwne. Chociaż w sumie to nie, bo nie nastawiłem budzika.
- Haha. To teraz będziesz o nim pamiętać. Widziałam twoją minę jak wbiegałeś do klasy. A Krasówa cię zabije przy następnej okazji.
- Tak wiem. Dwie minuty spóźnienia to grzech śmiertelny.
Chłopak zaśmiał się cicho, jednak od razu został zbesztany przez koleżankę.
- Ty się nie śmiej. Widać było, że babka ma kiepski dzień.
Jak na zawołanie jakaś dziewczyna podeszła do nich mówiąc, że Łukasz ma zajść do pokoju nauczycielskiego. Brunet z ociąganiem się poszedł za nią, na odchodnym pokazując smutną minkę, na co obie dziewczyny się zaśmiały.
***
Kolejny wykład, którego musiał wysłuchać Łukasz trwał tak długo, że zajął całą przerwę. Gdy usłyszał dzwonek na lekcje jedynym co pomyślał było „Wolność!” Nauczycielka kazała mu się nie spóźnić, więc szybko poszedł do swojej klasy. Nie mogąc znaleźć Rozalii podszedł do Jowity.
- Wiesz może gdzie Rozalia?
- Roza została przez kogoś wezwana zaraz po tobie. W sumie to nie wiem gdzie poszła, ale też się zaczęłam zastanawiać… Oby ta jędza nic jej nie zrobiła…
- Ok. Jak coś to powiedz, że się spóźnimy. Pójdę jej poszukać.
Jak powiedział, tak zrobił. A raczej zamierzał zrobić, bo nie miał pojęcia gdzie brunetka mogła się podziewać. Gdy korytarze szkoły trochę opustoszały usłyszał śmiech, dochodzący z jakiegoś pomieszczenia sanitarnego oraz kilka cichych wyrazów. „Kiedyś tego pożałujesz”. Rozpoznał głos od razu, więc otworzył drzwi składziku skąd dobiegały odgłosy. Wewnątrz znajdowała się grupka dziewczyn otaczających Żanetę, która jak gdyby nigdy nic obcinała czarne włosy należące do Rozalii. Brunetka leżała na podłodze, jej ubrania były poszarpane i czymś pobrudzone.
- Co ty wyprawiasz!
Krzyknął wściekły szarpiąc blondynkę za rękaw.
- O widzę, że nasz książę przybył. Księżniczka już prawie gotowa. Jeszcze tylko umalować ją trzeba. Ale widzisz, ona wcale się na księżniczkę nie nadaje. Prędzej na czarownicę.
- I kto to mówi.
Spojrzał na dziewczynę pogardliwym wzrokiem po czym podszedł do Rozalii i ukucnął przy niej.
- Wszystko w porządku?
Kiwnęła głową potakująco.
- Przecież widzę, że nie…
Wziął w palce kilka jej kosmyków. Na ten widok Żaneta zaczęła się śmiać.
- Co ty w niej widzisz? Brzydszej dziewczyny na oczy nie widziałam.
- Serio? A masz lustro w domu? Przydałoby ci się. A teraz zjeżdżaj stad.
Słysząc ripostę chłopaka blondynka zmarszczyła brwi i chciała coś odpowiedzieć jednak brunet nie miał zamiaru jej na to pozwolić. Wstał i podszedł do niej.
- Zjeżdżaj stąd albo ci coś zrobię kretynko.
Żaneta przestraszyła się. Widziała, że on nie żartuje, więc wyszła razem ze swoim orszakiem. Łukasz podszedł do Rozalii i pomógł jej wstać, po czym mocno ją przytulił.
- Więcej na to nie pozwolę, obiecuję.
Powiedział cicho. Wziął ją za rękę i wyprowadził z pomieszczenia. Gdy znaleźli się na korytarzu usłyszeli krzyk. Gdy poszli w stronę jego źródła okazało się, że Żaneta spadła ze schodów.
***
- Mam nadzieję, że to nie wy ją zepchnęliście.
Oboje siedzieli w pustej klasie obserwowani smutnym wzrokiem wychowawczyni. Wiadomość o wypadku szkolnej Barbie rozniosła się w błyskawicznym tempie, tak jak plotka, że ich dwójka była tego przyczyną. Tak naprawdę nikt nie wiedział, co się stało i wszyscy snuli różne domysły.
- Nie to nie my proszę pani.
Rozalia trochę otrząsnęła się po wcześniejszym wydarzeniu i mówiła spokojnie, nie okazując emocji.
- Więc co robiliście na tamtych schodach?
- Byliśmy w pobliżu, bo sama Żaneta mnie tam zaprowadziła. Łukasz przyszedł później i mi pomógł, a ona wyszła. Potem usłyszeliśmy krzyk. Może mi pani powie, że mieliśmy sobie stamtąd pójść jak gdyby nic się nie stało?
Ton głosu brunetki stał się bardziej stanowczy. Kobieta westchnęła.
- No dobrze wierzę wam, chociaż trudno mi będzie przekonać całą resztę. Kto by pomyślał, że ta dziewczyna jest zdolna robić innym takie rzeczy.
Nauczycielka spojrzała zatroskana na dziewczynę.
- Dlaczego nic nie powiedziałaś wcześniej?
- Raz komuś powiedziałam to było jeszcze gorzej. A skoro niektórzy nauczyciele w ogóle nie zwracali uwagi na to, w jakim stanie czasem przychodziłam na lekcje uznałam, że nie mówienie o tym wszystkim komukolwiek mija się z celem.
Wychowawczyni patrzyła na Rozalię próbując znaleźć jakąś odpowiedź jednak nic nie przychodziło jej do głowy. Brunetka ciągnęła dalej.
- Może mi pani wierzyć, że to co się stało Żanecie nie jest naszą sprawką. Ja dopiero co zaczęłam się dogadywać z niektórymi ludźmi z klasy i nie mam najmniejszego powodu by teraz przez jakąś głupotę to zniszczyć. Łukasz pewnie uważa tak samo.
Kobieta spojrzała na chłopaka, jednak w odpowiedzi dostała jedynie kiwnięcie głowy.
- Może pani przekazać to reszcie nauczycieli.
Dokończyła Rozalia i wstała z krzesła. Brunet zrobił to samo.
- W porządku. Jakoś to ogarnę. Jeśli chcesz Rozalko to możesz iść do domu, ja się tu wszystkim zajmę…
- Nie trzeba proszę pani. Nic mi nie jest.
Po tych słowach dziewczyna wyszła z klasy, a za nią podążył Łukasz.
***
- Rany, co się z wami działo?
Jowita podeszła do nich na następnej przerwie strasznie zmartwiona. Widząc Rozalię otworzyła szeroko oczy i zakryła ręką usta, by nie powiedzieć czegoś niewłaściwego.
- Ta jędza ci to zrobiła?
- To nic takiego.
- Nic takiego? Przecież…
- To tylko włosy. Odrosną.
- Ale…
- A ubranie wypiorę.
Stanowczość brunetki sprawiła, że Jowita na chwilę się uciszyła. Gdy miała zamiar jeszcze coś powiedzieć do rozmowy włączył się Łukasz.
- Jest uparta jak osioł. Nawet nie chciała iść do domu po tym wszystkim, więc nawet nie licz na to, że cię posłucha.
- Ech… ok. Niech wam będzie. I tak jędza dostała nauczkę. Jest jeszcze inna sprawa.
Pozostała dwójka zainteresowała się zmianą tematu i wysłuchała co koleżanka ma im do powiedzenia.
- A więc chodzi o to, że ktoś już rozpuścił plotkę o tym, że Roza kogoś ma. A wbrew pozorom moja droga jesteś dość znaną osóbką w naszej szkole i prawdopodobnie dlatego ta jędza dziś się ciebie uczepiła. Ale nie w tym rzecz. Najprawdopodobniej ta sama osoba zaczęła rozpowiadać, że któreś z was ją zepchnęło ze schodów. Przed chwilą usłyszałam, że w związku z wypadkiem wiadomo kogo muszą jeszcze paru rzeczy się dowiedzieć, między innymi chcą potwierdzić lub obalić tę plotkę, więc niestety nasza jutrzejsza wycieczka stoi pod znakiem zapytania.
- Chyba żartujesz.
- Niestety nie. Słyszałam, że nasza wychowawczyni stara się załagodzić sytuację, ale i tak wszyscy mają swoje zdanie na ten temat. Ciężko będzie coś w tym zrobić. Jedynie ta wiedźma może potwierdzić, że to nie wy, ale znając ją to raczej będzie robiła nam wszystkim pod górę. Nie żeby mi to nie pasowało, bo jej się należało, ale jestem ciekawa kto to zrobił.
Po wywodzie blondynki między całą trójką zapadła cisza. Każde z nich próbowało wymyślić jakieś wyjście z sytuacji, jednak bezskutecznie. Atmosfera wokół nich też nie była zbyt przyjemna, gdyż otaczali ich uczniowie, którzy swoimi wrogimi spojrzeniami dawali im do zrozumienia, że nie są zadowoleni z całej sytuacji. W takiej też atmosferze weszli do klasy na przedostatnią lekcję.
***
- Jacku, mogę na chwilę?
Do klasy weszła wychowawczyni, przerywając lekcję języka polskiego. Kobieta zaproszona skinieniem głowy kolegi, z lekkim uśmiechem stanęła na środku klasy.
- Mam dla was dobre wieści. Panna Magot odzyskała przytomność i zapytana o wyjaśnienie sytuacji powiedziała, że nie zrobił tego nikt z naszej szkoły. Po sprawdzeniu monitoringu okazało się, że na teren naszej szkoły weszła osoba postronna. Sprawa została rozwiązana na tyle, że dyrektor zgodził się na na nasz jutrzejszy wyjazd.
Po tych słowach nauczycielka skierowała swoje słowa w stronę Rozalii.
- A ty kochanie zamierzasz jutro pojechać z nami? Jeśli nie będziesz się dobrze czuła to mogę cię usprawiedliwić.
- A dzwonił ktoś ze szkoły w sprawie dzisiejszego wydarzenia do moich rodziców?
Pytanie brunetki zaskoczyło większość osób z klasy, jak również samą pytaną. Po klasie rozległy się ciche szepty.
- Nie... a raczej nic mi o tym nie wiadomo.
- W takim razie pojadę. Ja również się cieszę na ten wyjazd proszę pani.
Wychowawczyni przez chwile stała nic nie mówiąc i patrząc w oczy swojej wychowanki. Po chwili szybko pożegnała się z klasą i wyszła z pomieszczenia, zostawiając nauczyciela prowadzącego z tłumem szepczących do siebie nastolatków.
- Rozumiem, że się cieszycie, ale dajcie mi prowadzić lekcję.
Po chwili, sytuacja w klasie się uspokoiła.
***
- Ej Roza, jak wytłumaczysz mamie swój... stan?
- Wystarczy, że powiem to co zwykle.
- I co... nie zareaguje na to? To w sumie trochę dziwne skoro jesteś dla niej oczkiem w głowie.
- Ona po prostu wie, że ja nie chcę żeby się w to mieszała. Poza tym jak jej powiem, że sprawa jest już załatwiona to da mi spokój.
- Tak myślisz?
- Tak właśnie myślę. Mimo wszystkich tych dziwnych zasad i sytuacji u mnie w domu, wiem, że w pewnych kwestiach rodzice pójdą mi na rękę. Jakby nie patrzeć nie jestem już małym dzieckiem.
- No tak. Masz rację.
- Czyli uda ci się jutro pojechać?
Do rozmowy przyłączył się Łukasz. Chłopak przeważnie słuchał co jego towarzyszki mają do powiedzenia, zwłaszcza, że wtedy Rozalia mówiła o sobie najwięcej. Nie chciał im przerywać, bo sam nie wiedział co w większości sytuacji ma zrobić. Czuł się trochę niezręcznie z powodu podobieństwa sytuacji życiowych jego i brunetki. Nie miał za dużo do dodania, jednak jeśli był czegoś ciekawy nie wahał się spytać. Był pewien, że Rozalia mu odpowie.
- No pewnie. Wystarczy, że rodzice się nie dowiedzą, że coś takiego się odbywa. A jak się dowiedzą potem, to i tak będzie w porządku. Kiedy skończę osiemnaście lat nie będą już mogli mi wszystkiego zakazywać, bo równie dobrze mogłabym się wyprowadzić... chociaż z tym były mały problem.
- O, a kiedy masz urodziny?
Jowita z uśmiechem wtrąciła pytanie stając naprzeciwko rówieśniczki, tym samym zatrzymując cały orszak.
- Pojutrze.
Wyraz niby nic nie znaczący został porwany przez silny wiatr, który zerwał się znikąd. Łukasz usłyszawszy to słowo lekko ścisnął dłoń dziewczyny. Zdziwiona brunetka spojrzała na niego jednak nie doczekała się odpowiedzi. Dziwna chwila przeciągała się i całej trójce z niewiadomego powodu zrobiło się niezręcznie. Nie chcąc trwać w takiej sytuacji, Jowita zaczęła na nowo wesoło mówić o tym, że będzie musiała wymyślić jakiś super prezent. Cała grupka zaczęła ponownie iść w stronę swoich domów. Po jakimś czasie blondynka podążyła w kierunku własnego mieszkania zostawiając dwójkę brunetów samych. Gdy tylko tak się stało, oboje ponownie poczuli się niezręcznie.
- Ja również pojutrze mam urodziny.
Chłopak powiedział to dziwnym głosem, przez co dziewczyna spojrzała na niego zszokowana. Była bardziej zdziwiona tonem głosu Łukasza niż samym faktem, że urodzili się w tym samym dniu. Dopiero po chwili zdziwienie ustąpiło miejsca pewnego rodzaju poczuciu strachu. Oboje stali w miejscu trzymając się za ręce, jednak po chwili uznali, że lepiej będzie jeśli się rozejdą do domów. Tak też zrobili.
***
- No hej młody. Co masz taką kwaśna minę? Coś nie tak w szkole?
Przy wejściu do domu na Łukasza czekał ciepły uśmiech wujka i zapach obiadu. Na samą myśl o pysznym obiedzie chłopak od razu się uśmiechnął i minął zdezorientowanego mężczyznę siadając od razu do stołu.
- Nic specjalnego się nie stało. Ktoś kogoś zrzucił ze schodów a wina poszła na mnie. Na szczęście sprawa jest już wyjaśniona i nie ma się czym martwić. Co tak pysznie pachnie?
Starszy z nich zaczął nakładać posiłek na talerze co chwilę zerkając na swojego podopiecznego.
- A z tą osobą wszystko w porządku? To dziwne że mówisz o tym tak obojętnie.
- Tak, wszystko w porządku, wszyscy zdrowi, gorzej z psychiką co poniektórych.
- To znaczy?
- No ogólnie to nie lubię tej babki co spadła. Do miłych to ona nie należy.
- Rozumiem...
- Nie martw się wujku. Nic takiego się nie dzieje.
Brunet na potwierdzenie swoich słów uśmiechnął się szeroko i zaczął zajadać się obiadem.
***
Wieczorem Łukasz przez długi czas siedział na łóżku wpatrując się w swój telefon zastanawiając się, czy zadzwonić bądź napisać do Rozalii. W jego głowie pojawiało się dużo myśli, których starał się pozbyć. Wstał z posłania i spakował parę rzeczy na następny dzień do plecaka, a dziwne uczucie niepokoju nie odstępowało go na krok. Nie chciało mu się też spać więc poszedł do salony i włączył telewizor. Przełączając kanał za kanałem czuł coraz większą irytację. Wyłączył odbiornik i wrócił do swojego pokoju. Chcąc napisać coś na dobranoc do Rozalii otrzymał od niej wiadomość.
-Nie myśl o tym tyle :) Dobranoc.
Uśmiechnął się do ekranu.
- Dobrze, nie będę :) Dobranoc.
Nastawił budzik i przyszykował się do snu. Wiedza, że nie jest sam sprawiła że się odprężył. Po dłuższej chwili zasnął.
Bardzo fajne opowiadanie, czytałem lepsze, ale to i tak jest spoko :D
OdpowiedzUsuń