poniedziałek, 14 grudnia 2015

Déjà vu


Witam wszystkich po długiej przerwie. Zbyt długiej za co przepraszam :(
Jest to One Shot, który... starałam się odtworzyć. Pierwotną wersję napisałam na konkurs w gimnazjum i miała tytuł "Gdy zamykam oczy". Powinnam była wstawić to już dawno, ale przez to i tamto znów nie byłam w stanie dokończyć, nawet jeśli jest tak krótkie.
Wstawiam je jako pierwsze, bo taki wybór padł w ankiecie. Wszystkim trzem osobom, które zagłosowały niezmiernie dziękuję :)
Mam w planach nowe dłuższe opowiadanie jak i krótkie jak to tu, ale to pojawi się już raczej po nowym roku.
Dziękuje wszystkim za cierpliwość i zapraszam do czytania :3
_____________________________________________________________

 Déjà vu

W pokoju było dość ciemno,  jedynym źródłem światła była lampka stojąca na biurku, która była skierowana na wpół otwartą książkę z czerwonym napisem „Déjà vu”. Owy tomik trzymał nastoletni chłopiec oparty na krześle w dziwnej pozycji, pogrążony we śnie. Poruszył się nieznacznie, najprawdopodobniej szukając wygodniejszej pozycji, przez co trzymany przedmiot wysunął się z ręki i uderzył o podłogę wydając głuchy dźwięk. Chłopak rozbudził się. Zaczął się prostować zauważając przy tym, że bolą go mięśnie ramion przez przebywanie w nienaturalnej pozycji. Jeszcze ledwo widząc spojrzał na cyfrowy zegarek, który pokazywał 24:24. Nastolatek zauważył to, był jednak zbyt zaspany by się tym przejąć. Podniósł z ziemi książkę i skierował swoje kroki do wyjścia.
Poszedł do łazienki po drodze zauważając kartkę przyklejoną do drzwi. Zapalił światło i przeczytał ją: „Filip, mam dziś nocną zmianę w pracy, zrób sobie coś do jedzenia i idź spać, dobrze? Wrócę rano. Kocham Cię, mama.” Chłopak przeczytał wiadomość. Musiał nie usłyszeć jak wychodziła kiedy słuchał muzyki wcześniej. Poczuł, że jego żołądek domaga się uwagi. Zapalił światło również w pokoju i kuchni. Nie musiał się przejmować, że kogoś obudzi. Wstawił wodę na herbatę i zajrzał do lodówki.
Nagle zrobiło się ciemno. – Co jest? Korki wywaliło? – Filip zdziwiony nagłą zmianą podszedł do okna. Na zewnątrz również panowała ciemność, nie paliła się żadna z ulicznych lamp. Nastolatek postanowił na wszelki wypadek sprawdzić czy da się przywrócić prąd, więc zaczął po omacku szukać latarki. Gdy ją znalazł podszedł do licznika, ale nie znalazł rozwiązania, którego szukał. Najwyraźniej brak prądu był spowodowany przez miasto. Chłopak westchnął zrezygnowany i wrócił do kuchni. Położył włączoną latarkę na blacie zapewniając sobie tym samym potrzebne światło i zaczął przygotowywać sobie posiłek.
                Jedząc kanapki i popijając je sokiem Filip oparł się o kuchenny parapet i wyjrzał przez okno. Był zaskoczony, bo w środku nocy na zewnątrz było zadziwiająco jasno. – No nieźle, księżyc jak lampa świeci. – Z braku sztucznego światła nocne niebo usłane było gwiazdami.
                Po kilku minutach patrzenia w górę nastolatek spojrzał na ulicę. – Co jest? – Powiedział zszokowany widząc tłum ludzi chodzących ośnieżoną drogą. Nie mógł zrozumieć czemu ich nie zauważył. Szybko wyszedł z mieszkania narzucając coś na siebie chcąc spytać kogoś z przechodniów o sytuację z prądem. Wychodząc z kamieniczki stanął jak wryty. Na zewnątrz nie było prawie nikogo, oprócz jednej kobiety. Stała do niego tyłem, ubrana była na biało przez co wyglądała jakby się unosiła nad śniegiem, a rude włosy miała upięte w kok. – Przepraszam, proszę pani. Wie pani może co się stało? Skąd ten brak prądu? I gdzie ci wszyscy lu… - Urwał wpół zdania gdy kobieta się odwróciła. Chłopak stał przerażony patrząc na nią. Nie miała twarzy.

W pokoju było dość ciemno,  jedynym źródłem światła była lampka stojąca na biurku, która była skierowana na wpół otwartą książkę z czerwonym napisem „Déjà vu”. Owy tomik trzymał nastoletni chłopiec oparty na krześle w dziwnej pozycji, pogrążony we śnie, który zerwał się ze snu przerażony, przez co trzymany przedmiot wysunął się z ręki i uderzył o podłogę wydając głuchy dźwięk. Chłopak wstał i zaczął chodzić po pokoju starając się uspokoić. – To tylko sen, to był tylko sen… - Spojrzał na cyfrowy zegarek, który pokazywał 00:24. Nastolatek zauważył różnicę co pozwoliło mu się uspokoić. Wyglądało na to, że koszmar się skończył. Filip sam się zastanawiał dlaczego tak się przeraził, ale wolał nie drążyć sprawy. Miał ciarki na plecach na samą myśl.
Wyszedł z pokoju i od razu wyjrzał przez okno. Wszystko wyglądało normalnie, więc odetchnął z ulgą poszedł do łazienki po drodze zerkając na kartkę od mamy. Było na niej napisane dokładnie to samo co we śnie. Nie był z tego zadowolony, ale nie chciał się nad tym rozwodzić. Po chwili jednak spojrzał na powieszony obok kalendarz i zbladł. – 30 lutego? – Filip wiedział, że nie wróży to nic dobrego. Stał wpatrzony w dziwną datę gdy zgasło światło. Tym razem nie szukał latarki, podszedł od razu do okna, bo blask księżyca dawał dość dużo światła by widział gdzie idzie.
Na zewnątrz było biało, ale nie od śniegu, a od chodzących po ulicy ludzi ubranych w biel. Wyglądali jakby się unosili w śniegu niczym duchy. Filip zaśmiał się nerwowo patrząc na nich, przestał jednak gdy zauważył w tłumie jedną osobę z rudymi włosami związanymi w kok. Odwróciła się, tym razem ukazując piękne oblicze. Skonsternowany chłopak patrzył na nią zza szyby i już chciał wyjść do niej kiedy dotarło do niego, że tłum stanął w miejscu. Nastolatek rozejrzał się zaskoczony, ale od razu tego pożałował. Znów ogarnęło go to samo przerażenie co wcześniej, gdy patrzył na postaci na dole. Wszystkie były odwrócone w jego stronę i wszystkie nie miały twarzy.

W pokoju było jasno. Chłopak zerwał się ze snu przerażony, przez co trzymana w ręku książka wysunęła się z ręki i uderzyła o podłogę wydając głuchy dźwięk. Chłopak wstał z krzesła uświadamiając sobie, że jest przykryty kocem. Spojrzał na zegarek. Działał normalnie, więc Filip postanowił sprawdzić jeszcze kalendarz. Data 28 lutego przekonała go, że wszystko już jest w porządku. Zaczął szukać matki, ale znalazł jedynie kartkę na drzwiach. Tym razem mówiła o tym, że jego rodzicielka jest w pracy od kilku godzin, ale zostawiła mu coś do jedzenia. Nastolatek poszedł więc do kuchni spoglądając w międzyczasie przez okno. Ludzie na ulicy wyglądali normalnie,, ubrani byli w różne kolory i co najważniejsze mieli twarze. Uspokojony chłopak z uśmiechem wszedł do docelowego pomieszczenia nie zauważając, że przechodnie mają maski, a dom naprzeciwko ma numer 0.

2 komentarze:

  1. Są tam jakieś błędy stylistyczne, ale ujdzie
    Ps.jakie docelowe pomieszczenie? On wyszedł na końcu na dwór i docelowym pomieszczeniem był dom czy co..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był w drodze do kuchni, a na zewnątrz tylko spojrzał przez okno.

      Usuń