piątek, 22 kwietnia 2016

Początek


Witam :) Ponownie wzięłam się za pisanie, więc czas coś wstawić. Miał to być one shot, jednak tak dobrze mi się pisało, że uznałam za dobry pomysł zrobienie z tego krótkiego opowiadania. Mam nadzieję, że wam się spodoba i zapraszam do czytania :D

________________________________________

    
               „Może dzięki tobie będę mniej samotna”.

To były pierwsze słowa, które usłyszałem. Usłyszałem, albo raczej uświadomiłem sobie, odebrałem je w taki sposób, w jaki odbierają je ludzie. Zdawałem sobie również sprawę, że nie powinienem czuć ukłuć igły, ani nieprzyjemnego przesuwania się nici w materiale. Jednak czułem również dłoń, która delikatnie acz stanowczo trzymała mnie stabilnie w miejscu. Byłem zszywany.

Nie wiedziałem dlaczego byłem tego wszystkiego świadomy, dopiero później gdy został na mnie założony ostatni szew poruszyłem się.  Osoba, która mnie trzymała odwróciła mnie w swoją stronę, dzięki czemu mogłem zarejestrować co się wokół mnie dzieje. Leżałem na kolanach jasnowłosej kobiety w średnim wieku siedzącej na fotelu. Obok na stoliku stała zapalona lampka, zestaw do szycia i dłuto. Pomieszczenie wokół było dość ciemne, ale byłem w stanie zauważyć ogromną ilość książek porozstawianą po kątach.

Kobieta podniosła mnie na wysokość swojej twarzy i uśmiechnęła się.
„Witaj Misiu, jestem Anita. Jestem osobą, która sprawiła, że… żyjesz będąc nieżywym”.
Nie rozumiałem co miała na myśli mówiąc te słowa, a ona dziwnym sposobem zauważyła, że nie dotarło do mnie jej wyjaśnienie, więc zaczęła tłumaczyć mi cały proces mojego ożywienia jak i dużo innych rzeczy. Dowiedziałem się, że byłem jej pluszakiem odkąd była małą dziewczynką. Dostała mnie w dniu śmierci jej ojca, gdy jej matka zamknęła się w sobie. Przez kilka lat wytrzymywała dziwne zapędy matki do okultyzmu po czym w wieku szesnastu lat uciekła z domu. Nie udało jej się jednak pozbyć dziwnego uczucia, które się za nią ciągnęło przez kilka lat. Udało się jej znaleźć dom, w którym była w stanie zamieszkać, jednak nie trwało to długo. Wielokrotnie zmieniała miejsce zamieszkania i za każdym razem ludzie odwracali się od niej okrzykując czarownicą. W końcu po kilku latach postanowiła zamieszkać daleko od ludzi dzięki czemu mogła jakoś ułożyć sobie życie. Spokojne, lecz samotne. Dlatego stworzyła mnie, pluszowego misia z drewnianym sercem, które o dziwo tchnęło we mnie życie.

Widziałem potem jak każdego dnia musiała sobie radzić z różnymi problemami, a gdy sytuacja zaczynała ją przerastać brała mnie na ręce i przytulała płacząc cicho. Nie potrafiłem mówić, nie potrafiłem pocieszyć, ale cieszyłem się, że moja obecność jej pomaga. Ona traktowała mnie jak przyjaciela, ja ją niczym dziecko matkę. Dużo się nauczyłem, także tego jak się poruszać, a nawet czytać. Tak przeżyliśmy kilkanaście lat. Potem jednak wszystko się zmieniło.

Wiedziałem, że Anita nie jest młoda. Była człowiekiem, a nie przedmiotem jak ja, dlatego czas był dla niej bezlitosny. Zaczęła chorować i opadła z sił. Starałem się pomagać, lecz nie za dużo mogłem zrobić z moimi pluszowymi łapkami. Po kilku miesiącach Anita zmarła, a ja jedyne co mogłem dla niej zrobić to spowodować, by inni sprawili jej godny pochówek. Użyłem telefonu i zadzwoniłem na pogotowie. Oczywiście nie miałem jak się odezwać, więc ludzie mogli uznać to za głupi żart. Po kilkukrotnym powtórzeniu moich działań ktoś jednak zainteresował się naszym domem. Zabrali ją gdzieś, mnie zostawiając tam gdzie udawałem zwykłego misia. Wiedziałem, że tak należało zrobić, ale gdzieś tam w środku moje drewniane serce zabolało. W końcu to był ostatni raz gdy widziałem moją „matkę”.

Siedziałem w jednym miejscu długi czas. Nie wiedziałem co mam robić, w końcu osoba, dla której żyłem odeszła. Nie wiedziałem ile czasu minęło, czy to były dni, miesiące czy lata. Nie miało dla mnie sensu skupiać się na otoczeniu, skoro i tak byłem sam. Pewnego dnia jednak coś wyrwało mnie z otępienia. Usłyszałem dziwne dźwięki na zewnątrz domu i skupiłem na nich swoją uwagę.

„Myślisz, że jej się spodoba?”
„Dlaczego miałoby się nie spodobać? Spokojna okolica, świeże powietrze i brak wszędobylskich sąsiadów, których tak nie cierpi. Poza tym wasza córka lubi las, więc też będzie się dobrze czuła. Mówię ci to fajne miejsce.”
„Tylko wiesz… słyszałem parę rzeczy o tym domostwie. Nie wiem czy to dobry pomysł.”
„Plotkami się przejmujesz? Daj spokój. Chodź, zajrzymy do środka. Podobno nikt tu nie zaglądał od czasu poprzedniej właścicielki”

Usłyszałem zgrzyt zamka i skrzypnięcie drzwi, następnie kroki dwóch osób. 

„Uuuu… rzeczywiście dawno tu nikogo nie było. Ostatnio tyle kurzu widziałem w szopie mojego dziadka.”
„I to wszystko trzeba sprzątnąć zanim ich tu przyprowadzę.”
„Chłopie, sam nie dasz rady. Chodź, pójdziemy załatwić odpowiedni sprzęt dla pogromców kurzu. I przy okazji parę osób do pomocy.”

Rozległ się męski śmiech, po czym znów nastała cisza. Zacząłem się zastanawiać o czym mówili ci ludzie. Zarejestrowałem wzrokiem zmiany w pomieszczeniu. Przypomniałem sobie co się działo w tym pokoju i dotarło do mnie, że musiało minąć bardzo dużo czasu. Chciałem się poruszyć, ale nie mogłem wykrzesać z siebie tej dziwnej siły, która kiedyś mi w tym pomagała. Leżałem więc w jednym miejscu i czekałem. Po jakimś czasie ponownie usłyszałem dziwny dźwięk na zewnątrz oraz kroki. Dużo kroków.

„Jacek, coś ty kupił haha.”
„Zośka daj spokój, to tylko domek na wakacje będzie. Oporządzimy i będzie świetnie.”
„Zobaczymy jak skończymy. Dobra, ekipo, zabieramy się do roboty. Maciek z Aśką i Wojtkiem zajmą się tym co tu mamy na zewnątrz. Reszta idzie z nami do domu.”
„Ej Bartek a coś ty taki chętny do sprzątania? Haha.”
„No jak to co? A jak myślisz kto będzie korzystał z wolnej chatki jak mój braciszek wyjedzie po wakacjach?”
„Hej! Nic nie mówiłem, że pozwoliłem!”
„Ale może pozwolisz w przyszłości?”

Gromki śmiech rozlegający się na zewnątrz przeniósł się do środka.

„Jak skończysz osiemnaście lat to się zastanowię, mały. A teraz zabierajmy się do roboty. Kasia niedługo kończy pracę i będzie się zastanawiała gdzie jestem tak długo…”
„To ona nic nie wie?”
„Nie. I dopóki tego tu nie ogarnę ma nie wiedzieć ok.?”
„Się wie!”
„Dobra zabierajmy się do roboty bo się robie głodna.”

Ponowny śmiech odbił się od ścian, po czym zmienił się w odgłosy krzątaniny. Po jakimś czasie ktoś otworzył drzwi do pomieszczenia, w którym się znajdowałem.

„Roksi chodź tu szybko.”
„Co jest?”
„Zobacz.”
„Jeju jaki słodki! Co on tu robi… Trzeba będzie go wyczyścić. Małej na pewno się spodoba.”
„Też tak myślę.”

Dwie kobiety podniosły mnie z podłogi, na której siedziałem, po czym zabrały ze sobą. Nie mogłem nic zobaczyć przez materiał, który na mnie nałożyły do czasu, aż znalazłem się w łazience. Po chwili zostałem zanurzony w wodzie, co spowodowało, że moje serce nią nasiąknęło. Bolało tak bardzo, że przestałem rejestrować to co się wokół mnie dzieje.

***

„…tylko plotki, dajcie spokój.”
„Bartek, ale kto normalny wszywa pluszakowi drewno do środka.”
„Czepiasz się. Ładnie wykonane serducho z drewna, a od razu głupoty gadasz. A ja bym chciał takiego misia i co?”
„Masz szesnaście lat i misia ci się chce?”
„Wiesz, że nie o to chodzi, Jacek. Osoba, która tu mieszkała musiała bardzo lubić tego misia skoro chciała dać mu serce czy coś takiego…”
„I kto tu gada głupoty.”
„To nie są głupoty. To, że coś jest inne nie znaczy, że jest gorsze, albo dziwne.”
„Nie dam mojej córce pluszaka z drewnem w środku. Prędzej je wyciągnę…”
„Jacek, Bartek ma rację. Masz dziwne podejście do tego. Przecież to tylko kawałek drewna w kształcie serca.”

Konwersacja trwała dość długo. Ocknąłem się najwidoczniej w jej połowie, będąc na kolanach jednej z wcześniejszych kobiet siedzącej przy kominku. Zszywała mnie, co nie było zbyt przyjemne, ale poczułem, że moje pluszowe futerko nie ciąży mi tak bardzo jak wcześniej. A rozmowy nie chciałem dalej słuchać. Wiedziałem, że ważą się moje losy, a raczej mojego „życia”. Było mi wszystko jedno.
Po dłuższym czasie osoby będące w pomieszczeniu zaczęły wychodzić. Zabieg mojego zszywania również został zakończony, ale nie zostałem wypuszczony z rąk, a zabrany do innego domu, gdzie zamknięto mnie w jakimś pudełku.

***

„Wujek!”

Usłyszałem piskliwy głos i zobaczyłem, że wieczko pudełka otwiera się. Zostałem wyjęty z niego, po czym schowany za plecami.

„Cześć ślicznotko. Jak się miewasz?”
„Dobrze!”
„W szkole też sobie radzisz?”
„Tak. Na początku trochę się bałam, ale nasza pani jest bardzo miła. Dużo nam mówi.”
„Cieszę się bardzo. Wiesz co? Razem z ciocią Roksaną mamy dla ciebie mały prezent.”

Kobieta, która mnie trzymała wyciągnęła mnie zza pleców. Zobaczyłem małą dziewczynkę o blond włosach. Spojrzała na mnie i zaśmiała się, po czym wzięła mnie na ręce i mocno ścisnęła.

„O, jaki ciężki.”
„Ten miś jest wyjątkowy, wiesz? Tam w środku ma takie drewniane serduszko.”
„Serduszko?”
„Tak.”
„Fajnie!”
„Poznaj się z misiem, a my z ciocią pójdziemy do mamy i taty, oki doki?”
„Oki doki.”

Mężczyzna i kobieta poszli gdzieś, zostawiając mnie w ramionach dziewczynki. Rozejrzałem się wokół po pomieszczeniu, w którym się znalazłem. Pokój był bardzo jasny utrzymany w lekkim różowym odcieniu. Po jednej stronie drzwi stało biurko, a po drugiej szafa.
Dziewczynka odwróciła się od drzwi wejściowych i podbiegła do łóżka stojącego pod oknem. Położyła się na nim i podniosła mnie do góry.

„Hej misiu, jestem Milena. A ty masz jakieś imię? Hmm... Pewnie nie. W takim razie będziesz się nazywał Hubert.”

1 komentarz:

  1. Gromki śmiech rozlegający się na zewnątrz przeniósł się do środka. - Karuzela śmiechu XD

    OdpowiedzUsuń